Wyjazd ok.11:00 w celu wypicia kawy i przegryzienia jej chałką nad Jeziorem Lednickim. Jazda w większości polnymi drogami, które okazały się być usłane błotem i kałużami, poza tym, tuż po moim wyjeździe zaczął sypać śnieg i zerwał się mroźny wiatr, który chłostał mi poliki. Wypad męczący, niekomfortowy, ale udany ponieważ cel nad jeziorem został osiągnięty i dodatkowo rower został na powrocie wyczyszczony na myjce, a gdzie byłem to w ździsiach poniżej.
ździsie: polna droga w Pomarzanowicach
Niedawno się tutaj kąpałem.
Nad Jeziorem Lednickim nic się nie działo.
potwór z Lednicy
Dziekanowice
piknik na plaży
myszołów patroluje
Kocanowo - Lednogóra tutaj jechało się wyśmienicie ;-)
polny starlink przelatywał w Kocanowie
sarny łapią promienie słońca na polnej górce
...a słońce grzało dziś konkretnie
tutaj się działo :-)
Do następnego, pozdrower.
Komentarze (2)
Mimo szarości ładne zwierzątkowe akcenty. Gratuluję drugiego tysiączka w sezonie.
Trzymając Twój poziom ironii - wypad idealny :) A w sumie to chyba jak na tę aurę taki był - super ujęcia zwierzaków (gęgawa, myszołów, sarny) w koszmarnych warunkach bronią się same.
Też to dziś przerabiałem. Bandana na pysku pomogła :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017