Niedawno oddana do użytku została kładka pieszo - rowerowa przez rzekę Wartę w Owińskach (gm.Czerwonak) i dziś nadeszła pora na odwiedziny tegoż ładnego miejsca przez moją najlepszą rowerową ekipę w składzie: Czaruś, Wojtas, tata i żona ma. Podjechaliśmy dziś do Wierzonki, na moje stare śmieci z rowerami na dachu. Trasa pół na pół asfalt - teren. Jednak jak już w wjechaliśmy w teren to było na grubo, bo jazda singlem przy brzegu Warty z przyczepką to już hardcore, o drodze Owińska - Mielno nie wspomnę (no może później), ale jakoś te kilka kilometrów daliśmy radę. Po dotarciu do celu, naszym oczom ukazała się miła dla oka konstrukcja i od razu daliśmy dyla na jej najwyższy taras widokowy, z którego rozpościera się równie miły dla oka obraz - Warta, zespół klasztorny w Owińskach, a także okoliczną panoramę. Bardzo pozytywne wrażenie zrobiła na nas cała ta konstrukcja, a przede wszystkim widoki z góry, które pozostaną w pamięci na długo i polecam osobiście, każdemu kto może na odwiedziny. Po atrakcjach u celu trzeba było wracać do Wierzonki, do której prowadzi pewna droga leśna Owińska - Mielno (6km). Droga ta jest najgorszą drogą, jaką miałem kiedykolwiek w swoim życiu okazję jechać, ponieważ oprócz jazdy pod górkę w grząskim piasku niczym w piaskownicy i po którym jazda rowerem staje się walką o każdy metr, jest tam jeszcze coś, co przyprawia człowieka o migotanie komór sercowych - tym czymś jest tzw. tarka, utworzona na wskutek odbijania się kół pojazdów od podłoża i żłobiących w nim takie specyficzne garby którym żaden amortyzator nie jest w stanie sprostać, szczególnie przy prędkości ok. 5km/h. Finalnie dystans to tylko niecałe 3 dychy, ale wysiłek jak na dobre 8 dych po gładkim asfalcie, zważywszy na fakt ponad 30 kilogramowego obciążenia w postaci przyczepki z synem mym ukochanym. Podsumowując, to kładka w Owińskach jest super, droga z Owińsk do Mielna nie jest super, a moja ekipa jest mega super do kwadratu :-)
kilka ździsiów: odcinek Czerwonak - Owińska przy brzegu Warty
kładka pieszo - rowerowa w Owińskach
widok na Wartę oraz zespół klasztorny w Owińskach z platformy widokowej na kładce
skutery na Warcie
Wojtas na chwilę chciał poczuć lekkość Czarka w przyczepce.
szynobus relacji Gołańcz - Poznań w Owińskach
Fendt w akcji we Wierzonce
Komentarze (4)
Jak to jednak bycie (rowerowym) rodzicem zmienia perspektywę postrzegania trasy i jej atrakcji.
Konstrukcja jaki i most robią wrażenie. Ciekaw projekt by to razem połączyć. U mnie niedaleko nad Odrą w Uradzie powstała co prawda tylko wieża, ale dołożyli do tego prom rowerowo-pieszy. Cieszą takie inwestycje. Fajnie wyszło zdjęcie skuterów na Warcie. Wycieczka w pełnym składzie :)
Mnie ta kładka bardziej martwi niż cieszy. Przede wszystkim zaczyna się (a w sumie już trwa) sezon na migrację ptaków, które nie wiedzą, że te jej wielkie elementy nagle powstały, co może zakończyć się dla nich tragicznie. Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków próbowało czegokolwiek się dowiedzieć, ja też - niestety brak odzewu.
Poza tym w Poznaniu zaczęło się lobbowanie Rowerowego Poznania i prezydenta Jaśkowiaka w temacie asfaltowania dojazdu do niej od zachodniej strony Warty (nie od tej, którędy jechaliście), jakby najważniejszym celem każdego mieszkańca Poznania było dotarcie w to miejsce. Asfaltową masakrę Dębiny póki co powstrzymaliśmy (mam nadzieję, nie jestem na bieżąco, bo mnie wywalono z forum Rowerowego Poznania za swoje zdanie, zresztą nie tylko mnie), tu być może też się uda.
Argument, że wystarczy ucywilizować rowerowo gminę Czerwonak (a najbardziej Koziegłowy), a las pozostawić lasem, trafia w próżnię. Bo między innymi... hulajnogi nie dojadą.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017