Tej niedzieli wybraliśmy się wszyscy na wycieczkę po naszych pięknych polno - jeziornych okolicach, co by nie zapomnieć jak się rowerem jeździ. Czarek krótko po wyjeździe wpadł w limbus i wybudził się w momencie wjazdu na plac zabaw w Węglewie (gmina Pobiedziska). Pobawili się dobrą godzinę przy huśtawce i wiooo... ostatnie kilka kilometrów do domu w przyjemnej aurze ostatnich lipcowych promieni. Kiedy to piszę, jest już sierpień, a to oznacza upragniony urlop - za niedługo jedziemy nad Morze Bałtyckie. Synek po raz drugi będzie podziwiał wielką wodę z okienka swojego dyliżansu.
tymczasem trasa: Pobiedziska - Polska Wieś - Borówko - Kocanowo - Lednogóra - Moraczewo -Węglewo - Główna - Pobiedziska.
dziś jeden ździś: a to w trasie gdzieś w kukurydzy (zdjęcie autorstwa mojej żony)
pozdrower
Komentarze (2)
Mam nadzieję, że na urlopie będziecie mieli lepszą pogodę, niż teraz. Miłego wypoczynku!
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017