Kolejny ciepły, czerwcowy dzień i czas wolny w zanadrzu. Odczekaliśmy zatem największą gorączkę i ok.17:00 wyruszyliśmy wszyscy na wycieczkę po naszej gminie. Celem okazało się być Jezioro Kowalskie w Jerzykowie. Jadąc do celu, aby ominąć ruchliwe drogi, musieliśmy przebić się przez piaski w Parku Krajobrazowym Promno, a powiem że było ich wiele i z podpiętym około 25 kilogramowym majdanem to było co deptać. Po drodze oprócz piasków, podziwialiśmy makowe pola, śpiew ptaków, błyszczące w świetle słońca tafle okolicznych jezior, zająca w zbożu i było przyjemnie i miło. Synek całą drogę obserwował okolicę, a przy końcu to nawet zaczął sobie coś śpiewać po swojemu :-)))
Przełom maja/czerwca to chyba najpiękniejszy okres w roku jeśli chodzi o przyrodę - szkoda tylko, że susza w tym roku jest konkretna i dość szybko krajobraz solidnie pożółkł :/ Najważniejsze, że Czarek zadowolony z wycieczek ;)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017