Pod wieczór ok.18:00, kiedy zrobiło się w miarę komfortowo (ok.25*C), zebraliśmy się w kupę i wyjechaliśmy na krótką wycieczkę z synkiem w przyczepce. Pomysłu specjalnie nie mieliśmy z Anią na cel wypadu, ale jadąc tak przed siebie, gdzieś w połowie trasy w miejscowości Sanniki (gm.Kostrzyn Wlkp.) mignął mi kolorowy obrazek tzn. plac zabaw, a teraz jestem bardzo wyczulony na tego typu sprawy. Tym spontanicznym trafem mieliśmy cel wycieczki gotowy. Na placu zabaw w Sannikach spędziliśmy krótką chwilę, w szczególności na "buju buju" po czym Czarek sam wskoczył do przyczepki, w której ku naszej uciesze uwielbia przesiadywać i pojechaliśmy z powrotem, przez wioski, las i pola do naszego miasteczka. Co do samego placu zabaw w Sannikach, to jest całkiem spoko i jest tam wszystko co niezbędne dla dzieci, jedynie tylko widać że jest on mało używany, co wywnioskowałem po ilości ptasich odchodów na przyrządach i od razu domyśliłem się przyczyny - niska dzietność w tejże wiosce.
trasa: Pobiedziska - Kapalica - Kociałkowa Górka - Chorzałki - Sanniki - Wagowo - Zbierkowo - Polska Wieś - Pobiedziska
ździsie: tak się to pisze
zabawa z małym człowieczkiem
Ciekawe co sobie synek myślał widząc ojca w takich pozycjach :-)
lustro prawdę ci powie
Ania na drodze w Zbierkowie
tyle udało się z czapli dziś wycisnąć
zielone Pobiedziska :-)
do następnego :-)
Komentarze (3)
Trolking - Siku akurat mi się nie chciało, ale pewnie młody coś w ten deseń sobie pomyślał, a jeśli chodzi o plac zabaw, to rzeczywiście czuliśmy się jak wybrańcy, kiedy się tram zatrzymaliśmy i czuliśmy wręcz fizycznie obecność oczu tubylców zza firanek okien bloku tuż obok.
Lapec - Czarek aż śpiewał z zachwytu, coś na zasadzie " aaaaaaajaaaahajuuuu" ! A tak serio, żeby nie było (co za nieodpowiedzialny ojciec), to Vmax osiągnęliśmy na króciutkim momencie odcinku drogi rowerowej w PK Promno z Pobiedzisk do Kociałkowej Górki, gdzie trzymając klamki hamulców można i ze 60km/h wykręcić. Najważniejsze, że mama jadąc za nami krzyczała "nie hamuj" :-)))
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017