Celem dzisiejszego wyjazdu miały być Pola Lednickie i szybkie zobaczenie co też dzieje się na tegorocznym spotkaniu przy "Bramie Rybie". Dojechaliśmy blisko, bo ok.1km. od ryby i jak zobaczyliśmy te tłumy ludzi, zgiełk i duży ruch wszelakiej maści pojazdów mechanicznych, to zrezygnowaliśmy z dojazdu do celu - zrobiło się niebezpiecznie na drodze. Dlatego pokręciliśmy po okolicy, ciesząc oczy pięknymi, czerwcowymi krajobrazami - a Czarek spał sobie w przyczepce prawie przez całą wycieczkę :-) Co warto zaznaczyć, to specyficzne dziś warunki pogodowe, bo słońce w pełnej krasie, falujące powietrze, a na rękach gęsia skórka i w cieniu zimno.
strus - Też dlatego postanowiłem go zdjąć :-) Tomek - Chyba wschód? .....zgadzam się z Tobą, bo tylu chrześcijan w jednym miejscu nie może zostawić po sobie porządku. To są też ludzie przecież :-)
Brawo za wspólną wycieczkę, a co do Lednicy - współczuję tym terenom od zawsze tej imprezy. Mam nadzieję, że organizatorzy ogarną sprzątanie. No dobra, nie mam złudzeń - syf na dnie jeziora będzie zalegał przez wieki.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017