Tego dnia postanowiliśmy pojeździć nieco z synkiem w terenie. Małego powoli trzeba przyzwyczajać do lekkich drgań na okolicznych szutrówkach, bo w przyszłości będziemy razem eksplorować piękne lasy, jeziora, pagórki, których z poziomu asfaltowej drogi zobaczyć się nie da, a mamy tego dobra całkiem sporo w okolicy. Naszemu małemu podróżniczkowi na wybojach jest raczej przyjemnie, że albo uśmiecha się do nas, albo sobie smacznie śpi, choć dziś troszkę marudził na powrocie i trzeba było często robić postoje na wodę - gorąco dawało się wszystkim we znaki. Zrobiliśmy sobie kółeczko przez różne wioski w gminie Pobiedziska i liznęliśmy w końcu odrobinę terenowych dróg.
ździsie: Zdjęcie w lustrze, które stoi w lesie.
szuter w Borówku
polna tarka w Zbierkowie
trzeba malutkiego przyzwyczajać do przyrody
ta łączka wszystkim się podobała
ddr do Pobiedzisk jest wyborna
Komentarze (3)
Miła przejażdżka, takie gruntowe drogi będą też z pewnością spokojniejsze :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017