Zacznę od smutnej rzeczy, gdyż po dojechaniu z Anią na moją ulubioną skarpę nad Jeziorem Kowalskim w Jerzykowie natknęliśmy się na druciany płot i tablice "teren prywatny". Domyślam się, że ktoś sobie po prostu wykupił kawałek tej najładniejszej ziemi na cyplu, z pięknym widokiem na całe jezioro - a kto bogatemu zabroni. Wielka szkoda, że tak urocze miejsce, które służyło mieszkańcom gminy i nie tylko jako miejsce na spacery, zostało nam odebrane i sprzedane. Dodam jeszcze, że na tym terenie odbywa się wycinka drzew, więc pewnie za niedługo ten kawałek lasu nad jeziorem, z pięknym widokiem zostanie zupełnie zniszczony. Ale to są tylko moje domysły i żyję jeszcze nadzieją, że może powstanie tam coś innego, aniżeli willa jakiegoś oligarchy.
Poza tym pokręciliśmy dziś z Anią po naszej gminie Pobiedziska, zahaczając o wspomniane Jezioro Kowalskie, Jezioro Górskie w dolinie rzeki Cybiny i Park Krajobrazowy Promno. Choć krótko, to intensywnie, bo jazda w mokrym lesie i po błotnistych drogach do lekkich nie należy. W lesie drogę przebiegło nam stado jeleni i jeden daniel, ale zdjęcia niestety nie udało nam się zrobić.
A oto ździsie: Zagrodzone i zabronione wejście na skarpę nad Jeziorem Kowalskim w Jerzykowie :-(((
Płot uniemożliwia wjazd tam, gdzie jest najpiękniej. Wycinka drzew tez idzie pełną parą :-(
Pozostało robić zdjęcia skarpy tylko z oddali :-(((
Jezioro Kowalskie
Jeziorko w Jankowie (gm.Pobiedziska).
Jezioro Górskie w Górze w dolinie Cybiny (gm.Pobiedziska).
Stara Górka (gm.Pobiedziska). W terenie robi się błotniście.
Jazda przez PK Promno.
To by było na tyle.
Komentarze (7)
Trzeba korzystać z terenów, które nie są jeszcze zagrodzone, w mojej okolicy przez lata mnóstwo takich miejsc przestało być dostępnych dla zwykłych ludzi...
Niestety ostatnio taki sam przypadek miałem - chciałem sobie pojechać na ulubiony staw w lesie, a tam z każdej strony "Teren prywatny - wstęp wzbroniony", drzewa są wycinane i zanosi się że stanie tam jakaś willa.
Przez wiele, wiele lat, nawet tego naszego kulejącego kapitalizmu, szczyciliśmy się tym, że w przeciwieństwie do tzw. Zachodu mamy przyrodę, która należy do nas. No i proszę - nie tylko już prywaciarze stają się bezczelni, ale i lasy znikają w oczach :( Do dupy to wszystko.
Szkoda, że prawo nie gwarantuje dostępu do linii brzegowej jezior, tylko bodajże rzek. My mamy działkę w Dominikowie nad niewielką rzeczką, ale pas terenu nad samą wodą już do nas nie należy, można też dojechać tam gruntową ścieżką i tak powinno być. Podobnie jak to opisuje @Roadrunner1984 jest też w Austrii. Atrakcyjne tereny nad jeziorami w Karyntii należą do osób prywatnych, pensjonatów, hoteli, ewentualnie zagospodarowanych kąpielisk i trzeba zapłacić za wstęp.
Jarek - Śmiałem się po drodze (płacz przez łzy), że niedługo dojdzie do tego, ze jedyną drogą, która nie będzie prywatna, to droga do roboty :-((( Wiara ma kasę i może robić co chce - niech jeszcze mi jakiś gość wykupi całą Puszczę Zielonkę i odgrodzi drutem kolczastym, a kupię sobie bazoookę i go rozj..... Niestety obserwuję, że przez lata jazdy na rowerze wiele ulubionych miejscówek w moim fyrtlu, czyli w większości tych nad jeziorami jest wykupowanych przez prywatne osoby i skutecznie odgradzane zasiekami. Doszło do tego, że na swoim terenie czuję się jak intruz, a na końcu zostaje wkurw i bezradność :-(((
MasAKRA, A SYTUACJA PRZYPOMINA MI TO CO SIIĘ ODWALA W żaBOLANDII. am wszystko jest prywane. Kuafony mają tyla kasy ze wykupują co chcą, i człowiek niema gdzie sobie pochodzic , dotleniić bo propriété privée i H :(:(:(:(:(
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017