Warunki pogodowe dziś dopisały, więc jazda do pracy rowerem, a żeby nie usnąć z nudów, kiedy tak jeździ się ciągle tą samą trasą do roboty, wkładam słuchawki do uszu i z Tok FM na pokładzie miło mi czas leci :-)))
a oto ździsie: Antek na emeryturze w Ligowcu (gm.Swarzędz).
Rękaw w Ligowcu uświadomił mnie, że do roboty miałem pod wiatr.
Elf w Bogucinie (gm.Swarzędz).
Niebo dzisiejszego wieczoru.
Ostatnio na trasie Pobiedziska - Kobylnica często zauważam lokomotywy z włączonym, jednym, czerwonym reflektorem z przodu...Czy ktoś wie o co chodzi?
Komentarze (8)
Ekstra klimacik pod koniec. Co do czerwonego światła odsyłam do wyjaśnienia, bo pewnie komentarz gdzieś umknął: http://kolzwer205.bikestats.pl/1875555,Dom-mieszkanie-dom-i-zlote-ELF-y.html
No to witaj w klubie :) Apkę też mam, do tego nawet dostęp Premium z Wybiórczą (ona akurat jest słabszym elementem pakietu): 65 zeta na 3 miechy i masz podcasty bez limitu na jedno urządzenie plus GW na 3 osoby. Polecam :)
Trollking - Tego radia słucham od wielu lat. Przy każdej wolnej chwili, oprócz 8h pracy oczywiście. A ostatnio podczas dojazdów do pracy, bo zainstalowałem sobie apkę tok fm na smartfona :-)
A to nie jest to, o czym pisał kolega Kolzwer? Że maszyniści w ten sposób informują skład z naprzeciwka, że są na torze, żeby uniknąć ryzyka zderzenia?
Zdjęcia klimatyczne, a i brawa za TOK :) Od dawna słuchasz?
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017