Rowerem do pracy, bo dawno nie byłem. Rano ciepło, a po południu gorąco - jechało się ciężko z tego powodu. Na powrocie Ania do mnie dojechała i potem zrobiliśmy wspólnie kilkanaście kilometrów po szutrach gminy Pobiedziska. Jak dobrze, że Ania mi dziś wyjechała na spotkanie - od razu jechało się przyjemniej, a i ten upał od razu jakby mniej doskwierał :-)
ździsie: Różowa ambona we Wierzonce (gm.Swarzędz). Nie wiedziałem, że w lesie grasują homo-dziki :-)
Prace polowe w Biskupicach Wlkp. (gm.Pobiedziska).
Szutrowa droga Wronczyn - Złotniczki (gm.Pobiedziska).
Jezioro Biezdruchowskie w Pobiedziskach.
Kilkuminutowy szlaban na Anię :-)
Siemens ES 64 w Pobiedziskach
Lokomotywa spalinowa Fablok SM 42 w Pobiedziskach
Komentarze (5)
Plus trzydzieści wy na rowerkach a ja się męczyłem w robocie
Na tekst "kilkuminutowy szlaban na... :-)" nawet moja żona (specjalnie pokazałem) zareagowała śmiechem :) One z nami lekko nie mają, pewnie w drugą stronę jest to samo, więc grunt to pełne zrozumienie, tolerancja, dystans do siebie oraz to, co najważniejsze, w serduchu :)
"Homo-dziki" rządzą! :) Oj, przydałyby się takie, żeby obrobić dupy mendom ze strzelbami!
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017