Zainspirowany wpisem Mareckiego, który podczas jednej ze swoich wycieczek zrobił przepiękne zdjęcie komety C/2020 F3 (NEOWISE), widocznej na polskim niebie od jakiegoś czasu, postanowiłem i ja wypatrzeć ją na własne oczy i zrobić zdjęcie tego niezwykle rzadkiego zjawiska astronomicznego, którego obserwację pewnie będę miał okazję doświadczyć zapewne raz w życiu, ponieważ kolejna kometa ma być widoczna dopiero 2061 roku (jak dożyję, to dam znać na bs). Choć jako mały chłopiec, w 1995 roku widziałem już kometę Hale’a-Boppa, to pamiętam to "przez mgłę". Tym razem już jako dorosły facet widziałem na własne oczy kometę i nawet udało mi się zrobić jej zdjęcie, moim małym, kieszonkowym canonem. Wiadomo, że mój kompakcik ma wiele ograniczeń i zdjęcia nocne są słabej jakości, ale coś mi się jednak udało cyknąć, z czego jestem bardzo zadowolony. Jednak bardziej polecam wejście na bloga Mareckiego powyżej.
Jeśli o dzisiejszy mini wypad chodzi, to krążyłem z Anią po bliskiej okolicy późnym popołudniem. Takie ciekawostki po drodze: Fajny zjazd w okolicy Nowej Górki w PK Promno (gm.Pobiedziska).
Boeing 747
Cudowny szuter z Czachurek do Gołunia (gm.Pobiedziska).
Komentarze (4)
Próbowałem dojrzeć tą kometę, ale siedziałem zaszyty w lesie na urlopie i drzewa wszystko przysłoniły :/
CHDK na Twojego kompakta wyszło? Wgranie tego na kartę ściąga sporo ograniczeń z aparatu - można robić naświetlenia na kilkadziesiąt sekund, podbić ISO przy długim naświetlaniu i zapisać zdjęcie do RAW.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017