Mimo obolałych i zakwaszonych mięśni nóg, po dniu regeneracji wsiedliśmy z Anią na rowery i wraz moim tatą, który krążył w okolicy Pobiedzisk, pojechaliśmy we trójkę do Wierzonki na kawkę i pogaduchę do moich rodziców. Co ciekawe, to podczas jazdy na rowerze zakwasy mięśni nóg nie dawały o sobie znać, czyli przyczyną tego stanu była nasza ostatnia wspinaczka piesza na Śnieżnik. Za chodzenie odpowiedzialne są jak widać zupełnie inne partie mięśni niż w przypadku jazdy rowerem, a mogłoby się wydawać że to jedno i to samo.
ździsie: Ania i tata grajdolą całą drogę :-)
Ciekawostka motoryzacyjna - radziecki ciągnik JUMZ 6 AM z 1970 roku. Pojemność 4,8l i mocy 65KM. To już klasyk, spotkany w Jerzynie (gm.Pobiedziska).
Komentarze (5)
ja z chodzeniem nie mam problemów - codziennie jakieś km robię. Czasem po 100+ na rowerze następuje chill 5+km w tempie 5-6km/h. Tak, to zasługa mojej Partnerki.
na marginesie, fajne zdjęcie Ani z Twoim Tatą. Ceni sie takie chwile, nie ma co.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017