Drugiego dnia wybraliśmy kolejną pętlę Singletrack Glacensis w okolicy Stronia Śląskiego, a mianowicie pętlę Międzygórze. Po wczorajszej, cudownej jeździe singlem Stronie Śląskie, mieliśmy lekki niedosyt i najpierw musieliśmy podjechać jakieś 7km asfaltem do Przełęczy Puchaczówka, męcząc się niemiłosiernie na podjeździe do podnóża Czarnej Góry, skąd zaczynała się dzisiejsza trasa. Pętla dłuższa od wczorajszej o kilka kilometrów, ale także bardziej zróżnicowana technicznie i z większą ilością podjazdów. Widoki za to nietuzinkowe, ponieważ więcej było prześwitów w lesie, a jechaliśmy na dosyć dużej wysokości, skąd czasem rozpościerał się rozległy krajobraz Kotliny Kłodzkiej.
trasa:
A oto co widzieliśmy: Przełęcz Puchaczówka
Mapka całej pętli na starcie.
No to w drogę.
Już jest pięknie, po paru metrach jazdy.
Przez strumyki po kładkach.
Widoki ze zbocza na Czarnej Górze.
Kotlina Kłodzka
Singiel jak malowany.
Pod Czarną Górą.
Wieża RTV na Czarnej Górze.
W prawym górnym rogu Czarna Góra 1205m n.p.m.
Jakiś bajkowy ten las.
Ania pokonuje wyprofilowane zakręty z coraz większą śmiałością.
Z tych strumieni można bez obaw pić wodę.
Jazda zboczem Smrekowca.
Międzygórze
Od Międzygórza singiel prowadził po zboczu Góry Iglicznej.
Oznakowanie trasy wzorcowe.
Widok ze zbocza Góry Iglicznej na okolicę Bystrzycy Kłodzkiej.
Takie widoki często nam towarzyszyły w okolicy Miedzygórza.
Dzięki gładkiej nawierzchni podjazdy nie stanowiły większego wyzwania, choć lekko nie było.
Góry Bystrzyckie w oddali.
Odpoczynek na podjeździe.
pięknie
Kłodzko gdzieś bardzo daleko.
Zjazdy wymagały dużej rozwagi - o glebę nie było trudno.
Koniec pętli pod Czarną Górą.
Temperatura jakaś taka nielipcowa :-)))
Będzie trzeba odwiedzić w przyszłości resztę tras Singletrack Glacensis, ponieważ dają one 100% satysfakcji z jazdy rowerem MTB po górach.
Jeszcze nie byłem na tych singlach. Fajnie to wszystko wygląda i super, że coś takiego powstaje. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy pozostaje myśl: "a co ze starymi dobrymi górami?! z kamieniami, przedzieraniem się przez strumienie itp." Ot, łyżka dziegciu w beczce miodu ;)
Kotlina Kłodzka jest super w dechę. Szwankuje ino komunikacja (bez auta albo roweru ciężko) i brak (prócz głównych miast) ... sklepów xD. Dobrze że tak jak piszesz => wody tam nigdy nie braknie :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017