Na spotkanie rowerowe z kolegami do lasu. Zebrało nas się czterech i zrobiliśmy wspólnie kilkanaście kilometrów po Puszczy Zielonce, która jest idealnym miejscem do jazdy w terenie, jednak dziś mieliśmy nieco utrudnione zadanie, ponieważ rano nad lasem latały samoloty zrzucające nad całym kompleksem jakieś chemikalia na owady. Z tego względu wszędzie wjechać się nie dało, ze względu na zagrożenie dla zdrowia. Czas miałem dziś jednak ograniczony i musiałem odłączyć się od grupy, celem powrotu do domu. W drodze powrotnej towarzyszyła mi Ania, która dziś miała większe szczęście do obserwacji dzikiej zwierzyny niż ja. Mnie udało się upolować zająca i zaskrońca, a Ani - ZOBACZ.
Jak się jedzie w grupie, to nie ma za bardzo czasu na zdjęcia, dlatego dziś skromnie jeśli o zdjęcia chodzi. Z kolei mam satysfakcję z kilometrów pokonanych w samym tylko terenie: Tablica informacyjna w Puszczy Zielonce.
Ścieżka leśna w okolicy Kołaty (gm.Pobiedziska)
zając szarak
zaskroniec zwyczajny
Ps. Piotras, Docent, Cinek - miło było spotkać, dzięki :-)
Komentarze (9)
Koło mnie też tych tabliczek o oprysku od cholery. Widocznie chcą wytępić szkodniki. Tylko czy to, aby nie szkodzi też tym owadom pożytecznym?
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017