Kolejny dzień wiatru z północy, więc dziś również wraz z Anią (wpis Ani tutaj) schowaliśmy się w Parku Krajobrazowym Puszcza Zielonka. Było troszkę cieplej niż wczoraj, jednak ilość chmur zasłaniających słońce była przeważająca. Ania chciała podjechać nad Jezioro Miejskie w Okońcu, które było celem pośrednim. To malowniczo położone, małe jeziorko w środku lasu, nad którego słonecznym brzegiem miło jest zrobić sobie krótką przerwę. Potem podjechaliśmy też do innych miejsc, kręcąc wśród wiosennych okoliczności przyrody, co przedstawię w galerii poniżej. W lesie bardzo wielu ludzi. No ale już wstawiam zdjęcia, bo to lepsze od ględzenia...
ale najpierw ślad trasy: No i ździsie:
Ps. Widok z balkonu, tuż przed wyjazdem :-) Bażant na naszym osiedlu w Pobiedziskach przechadzał się po chodniku.
Okolica Tuczna (gm.Pobiedziska)
Droga do Pławna (gm.Murowana Goślina).
Tajemniczy "Domek Bartek" w Pławnie (gm.Murowana Goślina).
Jezioro Miejskie w Okońcu (gm.Murowana Goślina).
Relaks z widokiem na Jezioro Kamińsko.
Jezioro Kamińsko w Kamińsku (gm.Murowana Goślina).
VW T3 z lat 80'
Droga Pławno - Ludwikowo.
Kiedy ja robię zdjęcie Ani, na drogę wychodzą nam dwa młode daniele.
Troszkę czasu spędziliśmy razem.
Wyjeżdżamy z lasu w Dębogórze (gm.Czerwonak).
żurawie
Fajny pagórek w Kowalskiem (gm.Pobiedziska)
Powrót asfaltem Karłowice - Kowalskie.
Udany rowerowo weekend, spędzony z Anią w Puszczy Zielonce - to jest wypas!
Komentarze (10)
Bażant na chodniku to dopiero niecodzienny widok, u mnie w pracy to co innego, bo praktycznie kilka kroków od lasu :)
Dokładnie, jak kolega wspomniał - zoom czyni cuda. Dziś wybrałem się na okrażenie Jez.Goczałkowickiego, bo ostatnio upominałeś się o fotki. Chyba najfajniejsze byłyby z korony zapory. Niestety , niezrozumiale dla mnie, dalej zapora jest zamknięta ;( Musisz trochę poczekać lub poszukać w moich wcześniejszych wpisach. Pozdro
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017