Plan wycieczki rodził się podczas kręcenia, tym sposobem zrobiłem 4 dyszki w ciekawym terenie, ale nie będę się chwalił jakim, bo mnie do więzienia wsadzą ;-) Było pięknie. Słońce w pełnej krasie, całkiem ciepło, wiatr słaby, zielono i świeżo. Testowałem też chustę buff i przyznaję, że to jest lepsze od maseczki.
A tak ogólnie to sporo ciekawostek po drodze.
ździsie: Chustę mam w kolorze lasu :-)
Jezioro Wronczyńskie Duże
Singiel przy Jeziorze Wronczyńskim Dużym.
Pustki na plaży.
Na wodzie zaś gwar. Gęsi gęgawe z młodymi.
Zachodnia część Jeziora Stęszewskiego.
Bezwzględnie nie wszedłem na teren.
Jezioro Stęszewskie
Krótki odpoczynek.
Czyżby dreamliner?
w słońcu
Młody samiec daniela się patrzył...
a potem uciekł...
jelenie też uciekały.
Stado saren na polnym biwaku.
Po chwili te stado przerwało biwak, aby udać się na jogging.
Turostowo (gm.Kiszkowo)
widok w stronę Pobiedzisk
widok w stronę PK Puszczy Zielonki
dwie lokomotywy w Pobiedziskach
Bawiłem się dziś troszkę w partyzanta na trasie. Ech! Byle do poniedziałku.
Komentarze (7)
Piękna fotorelacja, ja też nie cierpię maseczki, mam wrażenie, że się duszę. Buff, przepuszcza więcej powietrza
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017