Piękny dziś dzionek minął, szczególnie kiedy wyjeżdżałem z pracy. Na niebie podziwiałem kolory zachodzącego słońca, a potem już gwiazdy. Tak było ładnie, że drogę powrotną pokonałem dużym łukiem i finalnie wyszło 5 dyszek w większości z wiatrem w plecy. Dzień już zauważalnie dłuższy.
takie ździsie: Wrak auta na drodze Janikowo - Wierzenica.
Tuż po zachodzie w Wierzenicy.
Gdy wjeżdżałem do Puszczy Zielonki w Tucznie zmierzchało.
Gdzieś na południowym niebie świeciła dziś wielka gwiazda. Zrobiłem jej zdjęcie 25x zoom.
Trollking - Co do wraku auta, to oczywiście nic nie wiadomo, ale wiem że leży tam od dobrych 3 tygodni. A aparat oceniam bardzo dobrze, jak zresztą każdy poprzedni Canon. To jest kompakt cyfrowy i wiele mu brakuje do lustrzanki, ale do takiego amatora jak ja w zupełności wystarcza. Dodam, iż jego rozmiary są tak miniaturowe, że jest bardzo wygodny w przechowywaniu. Trzymam go w etui i wsadzam do kieszonki w kurtce/bluzie/koszulce rowerowej. Kosztował 7 stów i moja dziewczyna nie żałuje wydanych na niego pieniędzy :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017