Pierwszy dzień 2020 roku uczcić należało w jedyny słuszny sposób, czyli na dwóch kołach. Ochotę miałem na terenowe kręcenie, więc oczywiście wjechałem do Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka, aby oddać się nieopisanej przyjemności obcowania z przyrodą, uprawiając przy tym aktywność fizyczną. Podczas dzisiejszej wycieczki miałem szczęście do obserwacji fauny. kilka razy znalazłem się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej porze, ponieważ napotkałem dzikie zwierzęta, przecinające mi drogę i jakoś tak fartownie miałem przygotowany aparat w rękach. Coś tam udało mi się ustrzelić, dlatego jestem podwójnie zadowolony, bo mogę pokazać co widziałem, a nie tylko o tym pisać.
Trasa jaką dziś przemierzyłem jest niemal identyczna jak ta wczorajsza (sylwestrowa), jednak w odróżnieniu od wczorajszej pokonałem ją samotnie, a jedynymi towarzyszami były mi dziś piękne jelenie oraz pocieszne daniele. Wykręciłem też 4 dyszki po nieutwardzonych ścieżkach, co dało mi niezły wycisk przy okazji. Zapraszam zatem do zdjęć.
Ale najpierw ślad trasy:
Kilka zdjęć z PK Puszczy Zielonki: Robota bobra nad Jeziorem Biezdruchowskim w Pobiedziskach.
PK Puszcza Zielonka - bór sosnowy.
PK Puszcza Zielonka - jelenie.
PK Puszcza Zielonka - krótki wąwóz.
PK Puszcza Zielonka - daniele mnie obserwują.
PK Puszcza Zielonka - para danieli.
PK Puszcza Zielonka - fragment boru świerkowego.
W pewnym miejscu ktoś wywiesił ostrzeżenia na drzewach.
W okolicy Dąbrówki Kościelnej natknąłem się na trasę offroadową.
Wiedziałem, że tak zaczniesz nowy rok :) Cały Grigor - las, zwierzyna i fajne zdjęcia :)
"Wejście grozi śmiercią!!!" - co za mendy. Widać, że czują się z roku na rok coraz pewniej w lasach, które przecież powinny być dla wszystkich. Jedyne co cieszy (wiem, to chora satysfakcja), że czasem sami się eliminują, nie odróżniając drugiego myśliwego od bażanta :)
No ładnie polatane jak na 1 wypad. Fajne macie te lasy. Wjedź eraz w las i wyjedź z niego bezpiecznie, co za czasy. Ostatnio coś pisali że wkroczenie pod takim zakazem będzie groziło odsiadką . Paranoja. Nie nawidzę Myśliiwych
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017