Jakiś czas temu przejeżdżając w okolicy wsi Pławce w gminie Środa Wlkp., moją uwagę przykuł widok pewnej wysokiej konstrukcji, postawionej na polu i mocno oświetlonej reflektorami. Nocą robiło to niemałe wrażenie. Potem dowiedziałem się, iż jest to niedawno oddana wiertnia przez PGNiG w celu wydobycia w tym miejscu gazu ziemnego. Rzecz niecodzienna, a i widok również, dlatego dziś wraz z Anią postanowiliśmy przyjrzeć się temu nieco bliżej.
taka trasa:
ździsie z trasy: Pałac w Czerlejnie
Droga z Czerlejna do Mikuszyna.
Pałac we wsi Węgierskie.
Drogowskaz do wiertni.
Wiertnia w Pławcach z oddali. A widzisz na tym zdjęciu stadko saren?
Konstrukcja robi wrażenie.
Ciekawe na jakiej zasadzie wydobywa się gaz przy pomocy takiej wiertni?
Wiertnia na moje oko może mieć z 60 - 70 metrów wysokości.
Na koniec, kiedy zrobiło się ciemno i zimno, wyjęliśmy termosy z gorącą herbatą.
Cel wycieczki niecodzienny, ale za to interesujący.
Komentarze (6)
Wierci się otwór, tak jak studnię i gdy trafi się już na gaz to on właściwie wydobywa się sam pod ciśnieniem złoża.
Faktycznie kawał szpeja z tej wiertni, nawet nie wiedziałam, że te tereny mają złoża gazu ziemnego. Całkiem spora wycieczka - jak na grudzień - Wam wyszła.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017