Wczoraj była północ PK Puszczy Zielonki, to dziś dla odmiany południe. W tej właśnie części parku leży najwyższe wzniesienie terenu o nazwie Dziewicza Góra i wysokości 143 m n.p.m. i dodając jeszcze 40 metrów wieży widokowej na szczycie, daje nam piękny widok na okolicę w promieniu 50 km.
Dziś oprócz rzecz jasna Ani, towarzyszył nam mój brat Wojtas. Piękna pogoda i miłe towarzystwo zmobilizowały go do przejażdżki. Ale najpierw musiałem z Anią podjechać do Wierzonki, skąd już we trójkę ruszyliśmy, terenowymi fyrtlami na Dziewiczą Górę. Po drodze dużo żartów, śmiechu, ale też ostry podjazd na sam szczyt - dobre kilkaset metrów, po szutrowej drodze o nachyleniu gdzieś +- 8 procent dało nam niezły wycisk. Potem czekała główna atrakcja - wejście na wieżę widokową. Z wieży można podziwiać okolicę z góry. Niestety wisiała dziś w powietrzu mgła ograniczająca dalekie obserwacje, ale panorama była i tak satysfakcjonująca.
Na koniec Wojtas odprowadził nas spory kawałek i podziękowaliśmy sobie za wycieczkę i już we dwójkę z Anią obraliśmy kurs na Pobiedziska. Jadąc polnymi ścieżkami zwróciliśmy uwagę na tysiące biedronek, które nawet w locie obsiadały nas chmarami. Poza tym piękna złota jesień trwa nadal, co można zobaczyć w mojej galerii.
Ale tymczasem trasa: . A oto, co dziś widziałem i chcę się podzielić: Przeprawa przez rzekę Główną w Kuraczu. Cieszy podwyższający się stan wody. Jeszcze niedawno, woda tutaj stała, a dziś płynął strumień.
Jezioro Kowalskie - w tym miejscu jakieś 15 lat temu się kąpałem na plaży. Dziś woda jest zanieczyszczona, a plaża zarosła trzciną.
Złota jesień na drodze Barcinek - Wierzonka.
Jesień we Wierzonce.
Ania & Wojtas no i ja pośrodku ;-)
Dziewicza Góra coraz bliżej.
Te kolory aż raziły dziś w oczy. Droga leśna Kicin - Dziewicza Góra.
Ostry i długi podjazd na Dziewiczą Górę.
Jej wysokość wieża widokowa na Dziewiczej Górze.
Kilka widoków ze szczytu proszę: Widok w kierunku północnego wschodu. Na pierwszym planie wieś Kliny.
To białe duże coś, to fabryka Solaris w Bolechowie.
Puszcza Zielonka to las po horyzont.
centrum Poznania
Mniej więcej pośrodku jest Wierzonka, a na horyzoncie te białe punkty to Pobiedziska.
W Mielnie czas na żniwa kukurydziane.
Tutaj jadłem jabłka z przydrożnej jabłonki - smak niepowtarzalny.
Droga do Kołatki pomalowana barwami jesieni. Dodatkowo pole kwitnącej gorczycy dodaje uroku.
Takie cuda amerykańskiej motoryzacji spotkaliśmy w Jerzykowie: Ford & Buick
Buick & Ford
Super to był weekend rowerowo i pogodowo. Dziękuję, pozdrawiam i zapraszam jeszcze na bloga Ani - TUTAJ.
Panie Jurku - Odnośnie jabłoni, to bardzo cenna wiedza. Droga przy której ona rosła, była kiedyś ważniejszą trasą, łączącą Pobiedziska z Owińskami, bądź Murowaną Gośliną - pewnie nie raz jeden podróżny zatrzymał się na jabłko z tego właśnie drzewa. Zresztą jak widać, teraz kiedy mamy inne czasy, taki jeden rowerzysta zatrzymuje się i korzysta z darów przydrożnej jabłonki, co jest dowodem na Pana słowa, że te drzewa nie były sadzone przypadkowo.
Jeśli o tablice rej. chodzi, to zamazuję profilaktycznie bo się nie znam na prawie :-)
Trollking - Raczej mgła. Ziemia parowała przy temperaturze powyżej 20*C, kiedy ostatnio napadało sporo wody. Smog pewnie też jest, ale raczej nie nad PK Puszczą Zielonką.
Drzewa owocowe przy polnych drogach rosną nieprzypadkowo ! Miałem kiedyś kolegę który jako hobbysta je "inwentaryzował". Nanosił na swoją prywatną mapę Polski. Według niego (I ja się z tym zgadzam.) sadzono je z rozmysłem. By wędrowcy a takich kiedyś przecież nie brakowało mogli w "kryzysowych" momentach mieli czym się posilić. To dobrze świadczy o naszych przodka !
Sam kiedyś korzystałem.A była to chyba 1/3 mojej diety kiedy jechałem własnie takimi drogami wzdłuż zachodniej granicy !
Nie wiem jak to się ma prawnie. Ale chyba nie ma potrzeby zakrywania nr rejestracyjnych na zdjęciach bo to nr taki sam jak reklama np. firmy z nr maila czy telefonu. To informacja publiczna !
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017