Coś nie mogę wjechać w ten październik. Codziennie pada deszcz. Dziś załapałem się tylko na trasę do pracy w wilgotnej aurze.
Ps. Po wielu pozytywnych recenzjach i artykułach w necie postanowiłem zakupić sobie tylną lampkę Mactronic Walle. Ta lampka chyba nie ma sobie równych i rzeczywiście kiedy ją włączyłem, to utwierdziłem się w przekonaniu, że będę doskonale widoczny na drodze. To dobrze wydane 6 dyszek. Ktoś używa?
Komentarze (5)
ooo, walle the original, a nie jakaś tam podróba ;) mam już chyba 3-cie Walle - wygląda trochę mało nowocześnie, za to świeci i mryga najlepiej!
Nie używam, bo bazuję na zestawie Deca, ale jestem ciekaw Twoich wrażeń po jakimś czasie (szczególnie jak często trzeba zmieniać baterię i czy można się zorientować, że są na wyczerpaniu). Planuję coś porządnego kupić, więc tym bardziej. No i przy okazji chętnie bym się dowiedział, czy w podobnej cenie jest coś porządnego na przód :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017