Bardzo byłem ciekaw, co też kryje się za miejscowością Wyrzysk, więc wrzuciliśmy rowery do auta i pojechaliśmy tam na start. Po rozpakowaniu na miejscu od razu strzałka w trasę. Cel był taki, aby pojeździć na północy województwa Wielkopolskiego z zahaczeniem o miasteczko Łobżenica. Wraz z Anią udało nam się zwiedzić nowe tereny i zaspokoić ciekawość. Wycieczka obfitowała w ciekawe widoki i nowe miejsca, gdyż okolica Wyrzyska znajduje się w historycznej krainie zwanej Krajna, gdzie jazda rowerem po zróżnicowanym terenie sprawiała radość. Na rowerze interesuje i ekscytuje mnie odkrywanie nowych miejsc, a dziś
każdy kilometr był nowy, więc domyślić się można jaką miałem radochę. Jedynie tylko wiatr wiał silny i czasem kręciło się ciężko. Jednak jak już się pojechało tak daleko od domu, to wypadało przejechać te parędziesiąt kilometrów, aby liznąć tamtejszego klimatu i przy okazji zaliczyć kilka nowych gmin na rowerze.
trasa:
ździsie: Dworzec autobusowy w Wyrzysku.
Świnki w Glesnie.
Zajechaliśmy pod Bagdad!
Wzniesienie terenu moreny czołowej na Pojezierzu Krajeńskim.
Jezioro Trzebońskie Duże
Sady Jabłkowe w Łobżenicy.
Łąki, pola i wąski, mało ruchliwy asfalt.
Jedzie Ania.
Szachulcowy kościół w Sławianowie.
Jezioro Sławinowskie Wielkie.
Był także 4km odcinek drogi terenowej, po sypkim piasku z Bługowa do Tłukomów.
Kijaszkowo City
potężny dąb
Górki w okolicy Wyrzyska.
Centrum Wyrzyska.
Komentarze (9)
Bardzo fajna wycieczka i piękna okolica.W Wielkopolsce Bagdad, a koło nas - tuż za granicą - jest wioska Tanger ;-).
Szkoda, że nie zaliczyliście miejscowości Osiek nad Notecią. Tam jest dopiero widok, dolina rzeki jest przepiękna! Tak czy siak bardzo fajnie pojeżdżone, klimatyczne spokojne miejsca to lubię. Pozdro
Dwa tygodnie temu też miałem okazję jeździć rowerem po tamtych terenach, zahaczając o Złotów. Bardzo faje miasteczko przyjazne dla rowerzystów. Szkoda, że nie wypatrzyłem na mapie tego Bagdadu :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017