Dzisiejsza wiosenna sobota zaowocowała pierwszą setką tego roku. Pojechaliśmy wraz z Anią ( wpis Ani ) do Poznania, odwiedzić wieżę widokową, zlokalizowaną nad zespołem glinianek w dolinie Strumienia Junikowskiego tzw. Szachty. Jechaliśmy z Pobiedzisk w większości bocznymi drogami, ale nie ustrzegliśmy się przed wjazdem do centrum, za czym delikatnie mówiąc nie przepadam. Jednak ostatnimi czasy w Poznaniu powstało tyle dróg rowerowych, że jazda nie jest już tak uciążliwa jak kiedyś. Trasy nie wstawiam, bo nie pamiętam i było tyle kluczenia po nowych fyrtlach, że gps by się chyba zawiesił ;-)
Oto galeria: Wyjeżdżamy z pola, a za krzakiem wita nas brutalny beton poznańskich osiedli z wielkiej płyty.
Warta na Starołęce to istna dzicz w mieście.
Szachty
Wieża widokowa w Szachtach.
Widok z wieży widokowej w Szachtach na glinianki i dalej Osiedle Kopernika.
Szachty
Szachty
Stadion Lecha schowany za blokami Os. Kopernika.
Stadion Lecha nieco bliżej.
Na ul. Bułgarskiej zmiany.
Na Starym Rynku bez zmian - ciągle tłok.
Bardzo ciekawe te Szachty. Polecam odwiedziny tego miejsca. A stówka smakuje wybornie :-)
Komentarze (7)
brawo za setkę! nawet nie wiedziałem, że taka wieża z takim fajnym widokiem jest w Poznaniu. trzeba będzie odwiedzić...
Ale fajna miejscówka - podobają mi się te Szachty - już wiem gdzie się wybrać jak będę w Poznaniu :) Zdziwiony jestem że w Poznaniu ostały się jeszcze takie bloki z gołą płytą na wierzchu.
Roadrunner - dodam tylko, że te okolice jeszcze kilka lat temu były jednym wielkim śmierdzącym syfem, gdzie strach się było zapuścić bez maski gazowej i gazu (do samoobrony). Od jakiegoś czasu pięknie tu rekultywują rejony nad stawami. A sama wieża to pomysł jednego z radnych, sfinansowany dzięki wygranemu projektowi z Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego. Wiem, bo sam nań głosowałem :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017