W tę sobotę postanowiliśmy wspólnie pojeździć rowerami po Toruniu i okolicy miasta. Na stacji w Pobiedziskach zapakowaliśmy się do pociągu i po niecałych 2-óch godzinach byliśmy już w Toruniu. Tak na marginesie, to grzechem byłoby nie skorzystać z tak dogodnego dojazdu koleją, mając to tuż pod nosem.
Wycieczkę zaczęliśmy rzecz jasna od wysiadki na dworcu, skąd pokierowaliśmy się od razu przez miasto, drogami rowerowymi, których w Toruniu jest naprawdę wiele do pierwszego celu wycieczki - Obserwatorium Astronomiczne w Piwnicach, gdzie stoi największy radioteleskop w Europie Środkowej o średnicy 32 metrów. Radioteleskop zrobił na nas wielkie wrażenie i zaliczam go do ciekawszych budowli jakie do tej pory widziałem. Obok stał także mniejszy radioteleskop. Obserwatorium można zwiedzać, a nas niestety czas ograniczał, więc zrobiliśmy zdjęcia zza płotu i jazda dalej.
Wygodna podróż koleją - trzeba to częściej powtarzać. Rowery sobie wiszą, a my rozebrani jak do rosołu.
Zdjęcie z Kępy Bazarowej na panoramę toruńskiej starówki.
Katedra widziana z Kępy Bazarowej.
fragment gotyckiej panoramy Torunia
Przed Mostem im. J. Piłsudskiego.
Ania na tle Wisły. Obie są piękne.
A oto drogi rowerowe za Toruniem. Tutaj odcinek Toruń - Różankowo.
W oddali widać już radioteleskopy w Piwnicach.
Kolos z bliska.
Powrót do miasta okazał się być usłany cierniem w postaci kilkukilometrowej, leśnej drogi pokrytej lodem. Ja jako wprawiony w bojach jakoś sobie radziłem, Ania jednak w obawie przed kontuzją musiała zejść na chwilkę z roweru i prowadzić go po lodowej drodze. Na szczęście długo to nie trwało i po chwili wyjechaliśmy na toruńskie ddr-ki. Potem już strzałka do centrum gdzie pokręciliśmy się spacerowym tempem po starówce oraz promenadzie nadwiślańskiej.
Jazda oblodzoną drogą z Lulkowa do Torunia.
Ratusz w Toruniu
Kościół pw. św. Jakuba
Grigor przed Ratuszem
W Toruniu niezależnie od pory roku, zawsze jest wiele turystów.
Krzywa Wieża standardowo zaliczona też musiała zostać.
Brama Mostowa
Wspólne zdjęcie przy kotwicy na toruńskich bulwarach nadwiślańskich.
jazda po bulwarze
Piękna lokomotywa przed dworcem w Toruniu.
Toruń to jedno z piękniejszych polskich miast i chyba każdy kto kiedyś odwiedził, potwierdzi te zdanie. Fajnie, że udało nam się odwiedzić to miasto zimą. Udany lutowy wypad i zaliczone nowe tereny na rowerach :-)
Komentarze (7)
Na 1 zdjęciu mam dziwne skojarzenia co do siodełka hehehehhehe Poza tym jestem roz....ny tym radioteleskopem , nie wiedziałem zę takie cuda u nas stoją i to tak wielkie, masakraaaaaa . Koniecznie muszę tam kiedyś pojechać. A przy tej krzywej wieży trzeba oprzeć się plecami, podobno nie ustoisz i polecisz do przodu hehehe
Super widoczki I cała wycieczka. W Toruniu rowerowo byłam kilka razy..., na prawdę warto., a po lodzie lepiej nie jeździć, szkoda zdrowia... Pozdrawiam
Toruń jest świetny, chyba mało kto zamierza z tym polemizować. Nooo, chyba że ci z Bydgoszczy :)
Fajny pomysł mieliście, a i wykonanie zacne.
Teraz trzeba jedynie powtórzyć tę trasę rowerem :) Jakby co. służę relacją filmową, choć lekko naokoło zrobioną :)
https://www.youtube.com/watch?v=-TXHTkRBy2c
A co do PolRegio, czyli świętej pamięci Przewozów Regionalnych, to pełna zgoda - żadne InterCity nie dają takiego komfortu. A jak trafi się jeszcze dwuczłonowy kibel, czyli EN57, to można jechać bez stresu nawet całą grupą :)
Spoko się jeździ tymi regionalnymi pociągami. Śmiem twierdzić, że są nawet bardziej dostosowane do rowerzystów od tych dalekobieżnych. W Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej rowerzyści mają przewóz roweru za free na ten przykład. A co do Torunia, to uwielbiam to miasto, a koło tego obserwatorium przejeżdżałem już kiedyś na jakiejś wycieczce z Sebkiem ;) Co do atrakcji Torunia polecam kiedyś zahaczyć o Młyn Wiedzy, taka namiastka Centrum Nauki Kopernik ;)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017