Noga podaje to jazdaaaa! Od rana z Anią po gminach: Pobiedziska, Łubowo, Kłecko, Kiszkowo. A pod wieczór sam po gminach: Pobiedziska, Swarzędz. Coś mi rano w rowerze stukało, więc wziąłem narzędzia w ruch i okazało się, że miałem ramię korby niedokręcone - problem zażegnany. Coś mi ostatnio zdrowie dopisuje, a moc w nogach jak nigdy w tym roku.
W Komorowie (gm.Łubowo) miałem okazję obserwować próbę ataku kota domowego na wróbla. Akcja działa się pod krzakiem, gdzie zaczajony drapieżca szczerzył kły na droczącego się z nim wróbla - niestety wróbel zdążył.
Taka trasa:
Kilka ździsiów: Budynek porośnięty bluszczem w Pobiedziskach.
Ania w eskorcie wojów z Dziekanowic.
drapieżca
drapieżca i jego ofiara
Wyszło dobre 8 dyszek dziś. Mogłem jechać więcej, ale Ania w domu czekała i zboczyłem do niej :-)))
Komentarze (8)
Ci wojaki w Dziekanowicach są mega zadowoleni - po uśmiechach to widać :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017