Postanowiłem jednak podzielić się radością posiadania tej latarki i wyruszyłem nocą do lasu, aby porobić kilka porównawczych zdjęć. Pokażę wam jak świeci lampka, którą używałem do tej chwili i kupiłem ją za ok.100 zł. Author Optifuzee - tak się zwie. Zasilana jest 4 cienkimi paluszkami i do testu włożyłem nowiuśkie. Akumulator do Convoya miałem naładowany full, więc jazda do ciemnego lasu Parku Krajobrazowego Promno na szybki test. lampka Author Optifuzee - 30 lumenów
Tak świeci Author za 100zł:
A tak świeci Convoy S2 + 1000 lumenów za 160zł:
Chyba różnicę widać gołym okiem, choć zdjęcia nie oddają do końca mocy Convoy S2+. Myślę, że stosunek cena - jakość jest tu na wielką korzyść Convoya i jestem z tego zakupu baaaaardzo zadowolony. W zupełnie ciemnym lesie mogłem jechać z prędkością jak w dzień i wszystko było dokładnie oświetlone. Dodam, że w komplecie z lampką był również drugi akumulator, uchwyt na kierownicę, oraz kolimator.
I co wy na to?
Komentarze (10)
Jeżdżę z Convoyem parę lat i w lesie zupełnie mi wystarcza tryb "średni", który i tak przewyższa te wszystkie zwykłe lampki. Zapasowe aku 18650 można sobie wyciągnąć ze starej baterii laptopa. Na ulicy oślepia tych z przeciwka jak cholera i kolimator niewiele daje. :)
Dobry sprzęt. Ze swojego doświadczenia z nocnymi jazdami dodam, że jak trasa jest kręta i szybko się jedzie to warto mieć drugie 1000 lumenów na czołówce.
Wow :) Cóż, jestem miłośnikiem jazdy w dzień, ale sądzę, że z takim oświetleniem bym się przemógł na nocną jazdę. Co prawda pewnie Żona znalazłaby jakieś "ale", no ale... :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017