Od początku października męczy mnie przeziębienie i z jazdą na rowerze jest cienko. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo miałem do tej pory sporo czasu, aby doprowadzić moją zimówkę (Felt Q26) do stanu użyteczności. Ze wszelkimi wymianami i serwisem ogólnym uporałem się całkiem szybko i mogę już oświadczyć, że rower na sezon "Zima 2018" mam już gotowy. Teraz tylko czekać, aż zdrowie wróci do normy i aż palę się do jazdy w terenie na nowej - starej zimówce, która jeździ teraz aż miło. Choć jeszcze delikatnie pokasłuję, to wsiadłem dziś na zimówkę i kilka kółek wokół komina wykręciłem, w żółwim tempie, aby sprawdzić efekt mojej pracy.
Trollking - Nie no, na szosie to wiadomo inna bajka - im mniej brudu, tym lepiej. Marek - Założenie z początku było, aby mieć drugi rower jak najtańszym kosztem, jednak w miarę upływu czasu złożyłem z niego całkiem porządny sprzęt i już więcej w niego nie inwestuję, bo szkoda będzie go brudzić potem :-) strus - Szczególnie gdy się jeździ po szosie, bo w lesie to soli nie sypią na szczęście. Jarek - Wizualnie wygląda jakby był dużo droższy :-) Maniek - Parę lat temu nadarzyła mi się okazja odkupić tę ramę od znajomego, który jeszcze chwila i zajechałby ten rower do cna. Mogę powiedzieć, że uratowałem Feltowi życie.
Tony - Tak naprawdę nazwa "zimówka" , to tylko przenośnia. Rowerem tym śmigam przeważnie w okresie listopad - kwiecień. W tym okresie mało jest śniegu i mrozu, a większość tripów odbywa się po mokrym i zabłoconym terenie. A za śniegiem aż tak mocno nie tęsknię...ciężki mam wtedy dojazd do pracy.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017