Pierwszy dzień jesieni przywitaliśmy z Anią wspólną wycieczką. Wybraliśmy się do wsi Bednary (gm.Pobiedziska), gdzie odbywa się w tym czasie jedna z największych wystaw rolniczych na świecie - AGRO SHOW. Tak naprawdę chciałem Ani pokazać rozmach wystawy organizowanej co roku na płycie lotniska sportowego, a dawniej wojskowego, gdyż Ania nigdy nie miała okazji tego zobaczyć.
Niestety nie udało się wejść na teren wystawy z rowerem u boku, ponieważ zabronił tego organizator w tym roku - BEZ KOMENTARZA!!! Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i jakoś tak "swoimi sposobami" pokazałem Ani skrawek wystawy, co nam w zupełności wystarczyło, bo pchać się w ten tłum rowerem sensu nie było. Tyle tysięcy ludzi, autobusów, samochodów, korków na polu, w jednym miejscu nie widziałem.
A po drodze: kolorowy pierwszy dzień jesieni
pałac w Krześlicach
logo AS
Agro Show Bednary
Komentarze (5)
Chętnie pojechałbym na taką imprezę. Nigdy nie byłem, ale wiem, że klimat jest niezły. Gdyby do tego doszły jeszcze wystawy upraw bio, eko, to piałbym z radości jak głupi. Pozdrawiam
Widzieliśmy Was jak jechaliście po pasie startowym jeszcze na rowerach ale w środku już nie udało nam si e Was wyczaić. W sumie to szukałem kolarzy ale jak nie wpuścili Was z rowerami to pewnie dlatego prąd ludzi Was porwał ;)
Masakra... Wiadomo przecież, że przy tych niegroźnych, wielotonowych maszynach, rower jest największym zagrożeniem. Organizatorowi chyba jakaś brona czy jakiś pług spadł na główkę przy ustalaniu tych przepisów.
Niby z jednej strony powstaje coraz więcej dróg, ścieżek itp. rowerowych ale z drugiej strony coraz częściej można się spotkać z różnymi ograniczeniami dla rowerzystów. Chyba niektórzy chcą nas odizolować, żebyśmy jeździli tylko po wyznaczonych trasach dla rowerów.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017