W głowach mieliśmy rower od samego rana, czyli od 11:00, bo o tej godzinie się obudziliśmy. Po uporaniu się z kilkoma sprawami, na siodełka wsiedliśmy dopiero ok 16:00, a na tę porę prognozowano opady deszczu. Nie zraziło nas to i pojechaliśmy zażyć świeżego, leśnego powietrza najpierw do Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka, a potem przedostaliśmy się do Parku Krajobrazowego Promno. Na początku tylko leciutko kropiło, że wydawało nam się jakby deszcz był suchy. Kiedy już nasza wycieczka dobiegała końca, opad się nasilił i deszcz z suchego, zamienił się w mokry. Na szczęście ten mokry deszcz nawiedził nas już pod domem, więc do 50km dokręciliśmy ze spokojem. Jakoś tak bardzo dobrze mi się dziś kręciło korbą. Ani zresztą też. Jezioro Stęszewsko - Kołatkowskie
leśne drogi są najlepsze
Komentarze (4)
To trzeba będzie założyć taki fanklub tej pory roku ;-) Też uwielbiam jesień, zwłaszcza tę ''złotą polską " Pozdrawiam
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017