W trzecim dniu naszych kaszubskich wakacji na rowerze, zrealizowaliśmy plan dojazdu z Chmielna do Sopotu na plażę, aby zażyć tam kąpieli słoneczno - morskiej. Plan się udał, choć łatwo nie było. W dużej mierze przeszkadzał nam brak alternatywnych dróg dojazdu, tzn. dróg o niewielkim natężeniu ruchu osobowego. Wszędzie ruch aut był tak duży, że strach było pchać się rowerami po lokalnych drogach, jednak wyjścia nie było i jakoś się kulaliśmy przez większość trasy, wśród szaleńców drogowych. Nie spotkałem nigdzie na drogach tak szybko jeżdżących kierowców, nawet po polnych drogach. Dlatego ostrzegam wszystkich rowerzystów, chcących podróżować po tamtejszych powiatach na rowerze - strzeżcie się aut o rejestracjach zaczynających się na: GKA, GD, GDA, GA!!!!!!! TO SĄ FURIACI!
Poza tym wycieczka do Sopotu odbyła się bezstresowo. Dużym wyzwaniem było pokonanie niedługiego odcinka po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, który wycisnął z nas ostatnie poty. Takich gór nad morzem nie ma nigdzie w Polsce - teren zdecydowanie dla miłośników prawdziwej jazdy MTB. Wcale nie trzeba jeździć w góry - tam jest to na miejscu. Wąwozy, parowy, ostre zjazdy, 40% podjazdy, korzenie, piach, bagno, lasy iglaste, liściaste - full opcja mtb :-) Namęczyliśmy się z Anią niemiłosiernie, aby wydostać się z tego parku. Tym sposobem z Sopotu, po wspomnianej kąpieli, wsiedliśmy do pociągu i podjechaliśmy z powrotem do Kartuz, skąd ostatnie 10km pokonaliśmy o zmierzchu do Chmielna.
Taki ślad:
Takie atrakcje:
Po wyjeździe z Kartuz mieliśmy kilka kilometrów rowerowej idylli.....potem się skończyło.
Gdańsk w języku kaszubskim.
Port lotniczy w Gdańsku
Port lotniczy w Gdańsku
Czarny szlak pieszy w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym - tylko dla orłów!
Katedra w Oliwie
Wnętrze oliwskiej katedry urzeka.
a organy chyba nie mają sobie równych
Ania & Grigori na plaży w Sopocie
Sopocki "Monciak" - spróbuj tu rowerem przejechać :-)
Wieżowiec Olivia Star - 180 metrów wysokości.
pendolino
powrót już z rowerami na haku :-)
Czwarty dzień już zdecydowanie bardziej spokojny i ciekawszy, bo po Kaszubach Środkowych.
Komentarze (6)
Widzę że mamy podobne opinie na temat TPK - też się tam umordowałem niemiłosiernie :) Co takie pustki na plaży w Sopocie?
Ten wieżowiec już jest ukończony ? Oo wieszaki na rower w pociągu, coś czego nie ma w nowoczesnych pociągach impuls w woj. opolskim, chociaż na pociągu są znaczki z rowerem, co dla mnie jest delikatnie mówiąc skandalem. A co do natężenia ruchu to mimo wszystko myślę, że po wakacjach będzie nieco mniejszy.
No Panie fajnie że zwiedzacie moje rodzinne strony :):):):) Fajnie by było jak byście mieli na miejscu rowerowego przewodnika hehhe. Albo że mnie tam nie ma obecnie :P. Szkoda że nie zwiedziliście wież widokowych a jest ich troche
Trzeci dzień to tzw, ucieczka do trójmiasta... Główne drogi w kierunku Gdyni, Gdańska zawsze są zatłoczone i jazda nimi to nic fajnego. W TPK owszem można sobie łydę wytopić i to bardzo szybko. Trudność różna, dla każdego coś. Z tymi kierowcami samochodów to jest różnie, dlatego unikam dróg asfaltowych, zwłaszcza wojewódzkich. Lista numerów rejestracyjnych jest nieco dłuższa...GKA, GWE, GKS, GLE, GD, GA...prawdą jest, że ograniczenia prędkości są nagminnie łamane i to zmora w mojej okolicy. Jednak jest już nieco lepiej ze względu na coraz większą ilość rowerzystów. Kierowcy zaczynają jeździć ostrożniej, powstaje coraz więcej ścieżek rowerowych... Czekam na dalsze relacje ;-)
Rzeczywiście Trójmiejski Park jest bardzo wymagający ale jest super. Na czarnym szlaku jeszcze nie byłam ale niebieski i czerwony nie są aż takie straszne, choć też nie zawsze (przynajmniej dla mnie) przejezdne.
Ciekawe, z moich spostrzeżeń wynika, że te GDA-ki, które przyjeżdżają do Poznania jeżdżą całkiem kulturalnie. Ale może to dlatego, że na "obczyźnie" :)
A górki w okolicach Trójmiasta faktycznie przebijają nawet te koło Międzyzdrojów, czyli jak na nadmorskie polskie tereny - całkiem całkiem.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017