Głównym tematem dzisiejszego wpisu nie będzie wycieczka, krajobrazy, kilometry itp. Otóż będę się chwalił. Będę się chwalił projektem, który urodził mi się w głowie już na początku tego roku, gdy przeprowadziłem się do własnego mieszkania. Jak przeprowadzka, to także remont i stąd też moja abstynencja rowerowa przez pierwsze miesiące. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo wszelakie prace z urządzaniem mieszkania toczyły się w miarę szybkim tempem. W miarę posuwania się remontu, rodziły mi się w głowie różne pomysły: "Co by tu zrobić, abym czuł się w nowym mieszkaniu jak prawdziwy rowerzysta". Jednym z tym projektów było stworzenie wieszaka na ubrania z ramy rowerowej.
Największym problem było zdobycie odpowiedniej ramy. Ale zdobyłem ją i to zupełnie przypadkowo, podczas pewnego pięknego, styczniowego spaceru. Rower leżał dosłownie w krzakach, więc go sobie pożyczyłem (na zawsze). Rama od roweru Romet Wagant dużego rozmiaru. Rozebrałem co niepotrzebne, usunąłem stare warstwy lakieru, wyszlifowałem do gołego metalu. Następnie nałożyłem podkład i dwie warstwy lakieru, barwy pasującej do reszty wystroju mieszkania. Następnie przymocowałem ramę uchwytami do rur 3/4 cala do ściany i ponawiercałem siedem otworów na haczyki w górnej rurze.
Tym sposobem wyszło mi coś oryginalnego i w pełni satysfakcjonującego. Wieszak wyszedł przewyborny i nie oczekuję od nikogo opinii, po prostu się chwalę :-) Po prostu zajebisty rowerowy, wieszak na ubrania.
wieszak z ramy rowerowej by Grigori
Komentarze (11)
Luta w huii, dobrze w huii! Metal jest trudniejszy w obróbce niż drewno w którym ja aktualnie działam więc propsuje :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017