Wesoły, spontaniczny i pożyteczny wypad do Parku Krajobrazowego Promno z Piotrasem. Wesoły, bo w towarzystwie takiego, a nie innego Gościa, spontaniczny bo zostałem wyrwany z wyra o 8 rano, pożyteczny ponieważ na rowerze. Udało się nawet zmieścić czasowo przed przyjściem deszczu. W PK Promno jak zwykle można się wyszaleć na tamtejszych ścieżkach prowadzących pagórkami, wąwozami, zjazdami i podjazdami. Choć my dziś szaleliśmy tak na pół gwizdka, to można było poczuć kwas mlekowy w udach. W samym parku spotkać dziś można było kilku spacerowiczów, jednego biegacza, ale największe wrażenie zrobiło spore stado jeleni, które cichaczem przemknęło obok nas. A tak to cały las dla nas :-) Z Piotrasem atmosfera zawsze jest niepowtarzalna :-) Tutaj nad Jeziorem Brzostek.
Piotras - A tam szczęście - bardziej dobry zoom optyczny :-) te żurawie stały na polu obok leśniczówki w Wojtostwie, dosłownie 5 min. po naszym rozstaniu. Trollking - Jak ja to robię pytasz. To proste - jadąc dużo się rozglądam, stąd żałosna średnia :-) A legowisko żurawi pewnie jest, bo kręci się ich tu na prawdę wiele, jednak wiedzy naukowej w tym temacie nie posiadam. Ale podpytam przy okazji stosownego człowieka. Strus - Telefonem to fakt, że nie zrobisz. Ja bez kieszonkowego aparatu się nie ruszam na rower, jest to nieodzowny element niemal każdego wyjścia na rower. Jeśli lubisz uwieczniać wspomnienia z wycieczek, to polecam dobrej klasy aparat kompaktowy w kieszeni. Dynio - Nie mogę się nie zgodzić :-) Super towarzystwo na rowerze i piękna przyroda to same plusy.
Gigor, jak Ty to robisz, że ta dzika zwierzyna do Ciebie lgnie? :) A w ogóle to orientujesz się czy w tym PK Promno jest jakieś w miarę stałe legowisko żurawi?
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017