Tak sobie dziś z Anią wymarzyliśmy, aby na rowery wsiąść i zapodać korbą w siną dal. W siną dal w przenośni i dosłownie, gdyż pogoda w dniu dzisiejszym to była prawdziwa siność. Termometry naszych liczników wskazywały ponad 8*C, ale nijak miało się to do rzeczywistości, gdyż palce mych biednych stóp zmarzły mi na kość po dosłownie 15 kilometrach jazdy - czegoś tu nie rozumiem. Pomijając ten fakt, miałem dziś wyjątkowo dobry nastrój i sporo energii, które zaprowadziły nas w zachodnie fyrtle powiatu gnieźnieńskiego:
Kilka zdjęć: W Lednogórze nad Jeziorem Lednickim Ania robi zdjęcia przebiśniegom.
Z Dziekanowic do Żydówka prowadzi taka oto piękna droga.
Spośród wszystkich mijanych po drodze zabytków ten Ursus podobał mi się najbardziej.
Stado żurawi na polu w Strychowie.
Ten budynek choć zabytkiem jeszcze nie jest, to posiada tablicę z objaśnieniem ;-)
Dlaczego w Dziećmiarkach postawiono figurkę jakiegoś świętego, trzymającego antenę telewizyjną w rękach? A może to pomnik świętego Tadzia R. z Torunia?
Odrobinka XC nad Jeziorem Linie w Lednickim Parku Krajobrazowym.
Źrebię w Imiołkach. Bardzo pocieszny :-)
Jutro zapowiadają więcej ciepła, więc.....:-))))
Komentarze (8)
Ciągnik i żurawie najbardziej mi się podobają z twoich fotek
Trollking - Tadziu w wersji nastoletniej - przed imperium telewizyjnym :-) Nefre - Dlatego też zrobiłem zdjęcie. A było ich więcej, jednak obiektyw nie sięgał tak szeroko. Sebek - Chyba najbardziej malownicza plaża nad Jez. Lednickim. Tony - Nie znam się na Kościele, ale mam za to bujną wyobraźnię ;-) Marek - Każde zwierzę jak małe jest takie milutkie, nawet dziki :-) Rolnik - A to Ci pechowiec, nie dość że smażony na ruszcie, to w dodatku chłostany palmą.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017