Kolejny słoneczny, acz mroźny i wietrzny dzień na rowerze. Kolejny dzień w towarzystwie Ani stawiałem czoła ciągle walczącej o prym zimie, która wydobyła swoje najostrzejsze działa przeciw rowerzystom. Chodzi o porywisty i cholernie mroźny wiatr, który wysysał z nas wszystkie siły. Jednak my daliśmy temu radę i mam nadzieję daliśmy Pani Zimie do zrozumienia, żeby już spierdalała.
Jeśli chodzi o trasę to wyglądała tak: Jak widać prowadzi ona częściowo przez Park Krajobrazowy Promno, aby potem krótkim przesmykiem przejść do Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka. Tak się składa, że Pobiedziska w których mieszkamy leżą pomiędzy uwaga - aż trzema parkami krajobrazowymi, z czego PK Promno i PK Puszcza Zielonka to typowo leśne kompleksy, dlatego dziś, ze względu na silny wiatr wybraliśmy tę opcję.
A tak to wyglądało: Przez Kaczynę w stronę PK Promno.
sarny
PK Promno
Jezioro Dębiniec w PK Promno
Jezioro Wronczyńskie Duże
747 nad głowami
Jezioro Kołatkowsko - Stęszewskie jest największym zbiornikiem PK Puszcza Zielonka.
Morsowanie nad Jeziorem Kołatkowskim
Leśne drogi Puszczy Zielonki.
Tymczasem czekamy na przyjście wiosny. Pozdrawiamy. Wpis Ani - kliknij TUTAJ
Komentarze (6)
Jak mnie denerwują takie drogi jak na pierwszej fotce !!!! :( Ale samolocik uchwycony pierwsza klasa.
Trollking - Myślę, że jeszcze ok. tygodnia i mrozy pójdą w zapomnienie, a jeśli chodzi o lato na zdjęciach to trafnie spostrzegłeś. Może wymyślą kiedyś zdjęcia 5D i chociaż powieje zimnem przy oglądaniu :-) Nefre - 747 leciał na wschód skąd wiało, więc zawsze troszkę zimna zgarnął za sobą :-) Tony - Używam kompaktowego canona, a tereny są ładne owszem, choć ja zawsze te najładniejsze przedstawiam, a jest przecież sporo terenów do bani.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017