Ależ dziś mroźny wicher lizał po twarzy, kiedy to z Anią przemierzaliśmy polno, leśno, gruntowo, asfaltowe drogi okolic Pobiedzisk. W pewnym momencie wiało takim złem, że zaczęliśmy zastanawiać się po cichu czy damy radę tak dalej jechać. Na szczęście jakoś dobrnęliśmy do punktu na mapie (czyt.Imielno), skąd potem mieliśmy z wiatrem w plecy. W większości poruszaliśmy się po Parku Krajobrazowym Promno i jego otulinie, ale nie obyło się bez sporego skoku w bok. Mimo świecącego słońca, w lesie drogi zamarznięte jak w lutym, niekiedy trudno było utrzymać kierownicę w linii zamarzniętych bruzd po kołach traktorów. Wypad całkiem spoko, ale z kategorii raczej tych hardcorowych ze względu na porywisty, lodowaty wicher, który wycisnął z nas siódme poty, że po przejechaniu marnych 30 kilometrów, czuliśmy się jak po przejechaniu dwa, albo i trzy razy dłuższego dystansu. Na szczęście nie o kaemy u nas chodzi, a o wspólne rowerowanie, którego zarówno Ani jak i mi bardzo brakuje.
Tak wygląda ślad wycieczki:
Kilka ujęć też się znajdzie: Wchodzę na przysypaną piachem hałdę śmieci w Borówku, skąd rozpościera się całkiem przyjemny widok. Rowerem podjechać się nie da.
Widok z hałdy w Borówku.
Elf sunie do Gniezna
Gruntowymi drogami dojeżdżamy do Imielna.
Przez las w okolicach Jezierc.
Wspólne zdjęcie w Parku Krajobrazowym Promno - okolica Kapalicy.
To była bardzo mroźna, męcząca, wietrzna, ale udana wycieczka. 30km w takich warunkach smakuje zupełnie inaczej, niż ciepłym latem. Pozdrawiam i DO PRZODU!
Komentarze (5)
Dynio - Choć Cię nie znam, to przeczuwam żeś skromny człowiek, ale powiem Ci jedno - kasa to nie jest największy problem - czas i chęci.....tego zdecydowanie mamy za mało. Ps. Gdybyś kiedyś planował WLKP to zapraszam do Pobiedzisk :-) Trollking - Jaka tam perwersja? Przecie my razem ten skok w bok wykonali ;-) Marek - No właśnie - WLKP wcale nie jest taka płaska, co widać niekiedy u mnie na blogu. Choć nie są to wysokie wzniesienia, to jednak jakieś są i czasem potrafią wymęczyć - polecam okolice Dziewiczej Góry w PK Puszcza Zielonka i PK Promno. Tony - Hehe świat jest mały....We Wierzonce spędziłem całe swoje życie, teraz przeprowadziłem się do Pobiedzisk, ale do ukochanej wioski mam niedaleko na szczęście. Dzięki za pozdrowienia i wzajemnie.
W ubiegłym tygodniu Wracałem z Poznania przez Czerwonak - Owińska i widziałem drogowskaz Wierzonka 11 a dalej Dziewiczą Górę czyli Twoje tereny rowerowe :) Gdyby nie Twój blog to pewnie nie zwróciłbym na to uwagi :) A pogoda faktycznie ostatnio nie sprzyja.... Pozdrawiam...
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017