Pierwszy wyjazd rowerem do pracy w tym roku nie był lekki. Już sam dystans w jedną stronę, najszybszą drogą trochę deprymuje - 20km. (przeprowadziłem się z Wierzonki do Pobiedzisk), w dodatku temperatura 0*C i silny wiatr - to wystarczy, aby po 4 miesiącach wsiąść na rower z zamiarem dojazdu i powrotu z pracy i się mocno zniechęcić na kolejne parę miesięcy. Ale będę twardy i podejmę wyzwanie, jak tylko pogoda będzie sprzyjająca oczywiście. Dziś było na prawdę ciężko i mało przyjemnie. Chłód, wiatr czołowy, moja ociężałość i brak formy dały popalić, ale się nie zniechęcam, bo jestem typem rowerzysty, który jak już się wkręci, to mimo przeciwności jedzie twardo do celu. Dziś na przykład wydłużyłem sobie trasę powrotną, aby dokręcić do 5 dyszek i to mnie cieszy w sumie najbardziej z całego dzisiejszego jeżdżenia.
Bywają gorsze dystanse. U mnie tak rozpieprzyli okolicę budową ekspresówki, że od ponad roku nie mogę zejść poniżej 28 km w jedną stronę. Są jednak szanse, że na jesieni znowu wrócę do moich ulubionych 26 km! :)))
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017