Miało być dziś bez roweru, ale plany uległy zmianie - co akurat mnie ucieszyło - hurra! Kolejny weekend pogoda płata figla i mamy wiosnę, dlatego grzechem byłoby nie wykorzystać tego. Szkoda tylko, że z Anią nie mogłem pojeździć, bo rower mam u rodziców pod kluczem na czas remontu. Byłem w szoku liczby spotkanych dziś po drodze rowerzystów. Widać każdy rowerzysta łapie chwilę i cieszy się jazdą na dwóch kołach - w tym ja i mój tata. Przejechaliśmy się po okolicach Swarzędza, odwiedzając ścieżkę przy Jeziorze Swarzędzkim, potem przez Zieliniec do Antoninka, skąd przez Bogucin, Janikowo i Kicin wróciliśmy do Wierzonki. Bardzo przyjemnie się kręciło i mimo krótkiego dystansu, w zupełności zaspokoiłem swoją rządzę jazdy - musi mi to starczyć na długo, bo nie wiem kiedy znowu będę miał okazję wsiąść na rower.
Jezioro Swarzędzkie
Komentarze (7)
Ogarniaj szybko to nowe lokum i wracaj do kręcenia. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku ;-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017