Już ponad miesiąc bez roweru, odbił na mnie wielkie piętno, jednak dziś nadarzyła się jedyna w swoim rodzaju okazja na wyjazd, więc z największymi chęciami skorzystałem. Na krótką przejażdżkę wybrałem się oczywiście z Anią i z tatą. Siedząc już w siodle i przekręcając pierwsze metry na rowerze, poczułem się jak w niebie i mimo, że swój cel rowerowy na ten rok już od dawna mam zrealizowany, to po tym miesiącu abstynencji, spowodowanej wielkimi zmianami w życiu, nadal mam ogromną ochotę na kręcenie - bardziej już tylko jako doping dla Ani, której do 9000 kilometrów brakuje bardzo niewiele.
W związku z brakiem internetu i wspomnianymi zmianami w moim życiu, przez jakiś czas będę nieaktywny na bs (jak już zresztą jestem od miesiąca). Proszę się o Grigora nie martwić - wszystko u mnie w porządku - po prostu szykuję się do kolejnego sezonu ;-)
26.12.17 a tu taka pogoda:-) Na drodze Złotniczki - Krześlice.
Pozdrawiam wszystkich!!!
Komentarze (8)
Gratulacje za przejechany dystans w 2017 i wszystkiego dobrego w nadchodzącym 2018 roku...
Noo, dziś było pięknie, grzech nie skorzystać z takiej pogody. Grzechu, nie wiem co to za zmiany, ale życzę żeby wszystko poszło jak należy. Pozdro ziomeczku!
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017