Jesień w Puszczy Zielonce
Nie obyło się jednak bez jednego incydentu, kiedy zacząłem świrować na ubitej, leśnej drodze, skręcając kierownicą z lewej na prawą i z prawej na lewą. Jadąc tak wężykiem, oglądałem się za siebie, na pozostawiany przez opony, wyryty ślad w ubitej nawierzchni. Kiedy to raz opona natrafiła na jakiś wystający i śliski kamień. Nawet nie wiem kiedy, a ruchem jednostajnie opadającym rozłączyłem się się z rowerem, gorąco przytulając glebę. Upadek nie był bolesny, ale spadłem akurat w pokrzywy, czego skutki odczuwam jeszcze dziś.
Ta gleba jest potwierdzeniem tezy, że w Puszczy Zielonce jedynym zagrożeniem dla człowieka jest on sam.
Kilka jesiennych widoczków:

W Puszczy Zielonce nigdy nie czuje się sam. Daniel w spogląda zza krzaka.

Ludwikowo - Czernice

w drodze do Pławna

ślad poślizgu przedniego koła i miejsce upadku

W Rakowni orka na 2 ciągniki - tyle wody jest na polach.

Odpoczynek na skraju Puszczy Zielonki w Rakowni.

jazda dąbrową z Rakowni do Zielonki

grzybki

W Stęszewku miałem towarzystwo rodzimego gatunku drapieżnego. Kabanos mu smakował, ale miałem wrażenie, że zjadłby nawet mój rower i mnie razem z nim - taki był głodny.




