Wielką ochotę miałem dziś na zaszycie się rowerem w lesie. Spuściłem nieco ciśnienie z kół i strzała w teren. Zjeździłem chyba całą Puszczę Zielonkę i to nie tylko utartymi szlakami. Wjeżdżałem w miejsca, gdzie dróg po prostu nie ma i poruszać się musiałem po mchu oraz między drzewami. Ma to dla mnie wielki sens, bo tylko tam mogę poczuć bliskość natury i odciąć się na chwilę od pędzącego świata. Ze spotkanych dziś zwierząt wymienić mogę tylko daniele i wiewiórki, z czego temu pierwszemu udało mi się ładne zdjęcie zrobić. Pogodę miałem w kratę. Raz świeciło słońce, raz padał deszcz, raz było spokojnie, raz wiał wiatr, ale ubrałem się odpowiednio i czułem się komfortowo. Jazda dała mi dziś ogromną satysfakcję, odpoczynek i wycisk zarazem - jestem za :-)))
daniel
młoda buczyna w Uroczysku Maruszka
porost
zimówka
kokpit
Przy powrocie było mi już tak ciężko, że te 5 dych w zupełności starczyło dziś na zaspokojenie rowerowego głodu.
Komentarze (5)
Ten daniel to chyba na "hałolina" już się przebrał :P
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017