Powolutku czas zbroić się na zimę. Od czasu, kiedy poczułem pierwsze przeskoczenie łańcucha w napędzie roweru zimowego (Felt Q26) kompletuję części do wymiany. Dziś przyjechał do mnie wolnobieg, łańcuch i spinka oraz nowe opony. Nowe szpeje do roweru cieszą jak nic innego :-)
Na zimówce jeździłem od stycznia. Po 3260 kilometrach napęd odmówił współpracy wycierając się do igiełek. Łańcuch wyciągnął się jak suseł po zimowej hibernacji, a koronki wolnobiegu wytarły tak, że kłują swoimi naostrzonymi zębami niczym krwiożercze piranie. Taki napęd nie jest drogi, bo to tylko około 150 złotych (korba, wolnobieg, łańcuch i spinka), ale starcza na krótko przy intensywnej jeździe. Jednak dobrze mieć taki rower w zanadrzu i cieszę się, że mi służy.
Teraz jeżdżę na moim wiernym, białym Felcie, ale kiedy zmontuję zimówkę, to jesienią i zimą będzie ogień! Może zabrzmi to dziwnie, ale nie mogę doczekać się śniegu :-)
Nowe opony do zimówki -KENDA K898 Doskonały bieżnik do jazdy po błocie lub śniegu i to za jedyne 30zł za sztukę :-)))
Komentarze (7)
Jak dobrze, że ja nie muszę nic robić przy swoim rowerze... :)) Grzesiek, dziękuję Ci, że jesteś! :))
HG40 akurat ma mocno negatywne opinie i strasznie szybko się rozciąga co widać i u Ciebie. Ja osobiście najbardziej lubię łańcuchy od KMC które trzymają najlepszy poziom cena/jakość. Taki model jak tanie Z72, Z82 lub trochę droższe X8 lub X9 są jak najbardziej OK.
Faktycznie, nie na długo starcza, ale przy takich kosztach i intensywnym użytkowaniu w warunkach "lekki hardkor" to chyba jedyne rozsądne wyjście. Tym bardziej, że (zazdroszczę) potrafisz sam wymienić całość.
Kenda prezentuje się ok, ale już czuję zapach w pomieszczeniu, gdzie ją umieściłeś :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017