Wycieczka z Anią i tatą po powiecie gnieźnieńskim, z celem w Kłecku. Wykorzystaliśmy piękną pogodę i wiatr w plecy, dlatego koła naszych rowerów zajechały właśnie w tamte fyrtle, a dodam iż trasa była zupełnie spontaniczna i nie spodziewaliśmy się aż tak długiego dystansu. A jechało się dziś wprost wyśmienicie :-)
A co do fajnych fur - w ciągu ostatniego tygodnia pięć razy widziałem Maclarena i za każdym razem stał w tym samym miejscu, parkując na dwóch miejscach naraz ;)
Super dystans! A te Minionki....... dożnyałbym, oczywiście bezkrwawo! :) Za rok poproszę wcześniej o namiary na takie dożynki, muszę je mieć do kolekcji :)
Sebek - Ja widziałem 3 osobniki - dwie łanie i jednego byka. Marek - Dziękuję. 100km to już taki dystans, że po drodze musi być coś ciekawego :-) Remik - Rzeczywiście wyszedłem jakbym był lekko napuchnięty, ale na szczęście to tylko złudzenie, bo de facto schudłem tego roku dobre 8kg.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017