Po pracy spotkałem się z przyjacielem Lisem. Podjechałem do jego nory w głębi lasu i tak sobie pogaworzyliśmy o różnych sprawach. Najpierw Lis trochę nieśmiało coś mi z daleka piszczał, potem troszkę się zbliżyliśmy i po łyku browarka rozmowa weszła na dobry tor - dawno żeśmy się z Lisem nie widzieli i nadal ciężko ująć mi go w aparacie, bo ciągle się wierci, albo łepek odwraca. Jedno jest pewne - mój przyjacielski Lis dobrze się miewa i ostatnio nawet potomstwa się doczekał. Tak sobie żyją w lesie dobrze.
Najpierw zajechałem blisko lisiej nory. On już tam był.
kiedy mnie dostrzegł....
uśmiechnął się na mój widok :-)
Na końcu wypiliśmy po browarku i się Lis sfotografować nie dał :-)
Na koniec dodam, że sierpień był moim rekordowym miesiącem w tym roku. Wykręciłem ponad 1700 kilometrów i jestem z siebie dumny. W ogóle to ten rok zapowiada się rekordowo, bo do wymarzonych 10 000 kilometrów zostało mi już tylko 1300 do wykręcenia :-))) Pewnie już we wrześniu osiągnę ten dystans i będę świętował sukces. Dlaczego to robię? ......a bo mogę i chcę oraz sprawia mi to wielka przyjemność :-)
Komentarze (11)
A postawiłeś mu browara..? Obraził się i zrezygnował z dalszej sesji zdjęciowej.
A to do tego "Lisa" pojechałeś?! Hehehe... radość była wielka :)) A tak poważnie, to gratulacje za osiągnięcie rekordu w tym roku! Wiem, że w latach wcześniejszych odnotowywałeś większe rekordy, jednak cieszy fakt, iż forma wróciła i chęci również :). Spokojnie, sukces roczny osiągniesz również. Ja Ci w tym pomogę :))
Trollking - Dzięki, dzięki - no powiem szczerze, że jest co kręcić, aby choć troszkę się do Twoich comiesięcznych wyników zbliżyć :-) A Lis oczywiście po piwku taki odważny. Bobiko - Wykręcisz to z palcem w kieszeni :-) Marek - Ale łepek odwracał... Nefre - Ciągnie wilka do lasu :-) Dzięki, było co kręcić :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017