Miesiąc sierpień przywitałem na rowerze lekko po 7 rano. Już wtedy było całkiem duszno, ale do pracy dojechałem komfortowo. Po 16:00 kiedy wyjeżdżałem z pracy, było już jak w piekle, ale nie przeszkodziło mi to w wykonaniu mojego planu na dziś, czyli przejażdżki do Pobiedzisk, aby następnie z powrotem, w cieniu drzew przez Wronczyn, Stęszewko, Tuczno wrócić do domu.
Upał taki, że wypiłem podczas jazdy ponad 2 litry płynów tzn. 2 izotoniki 0,7l. i puszkę coli 0,5l. a podczas krótkich postojów na zdjęcie, zalewany zostałem potem. Nie cierpię takiej pogody na rowerze. nad Jeziorem Kołatkowsko - Stęszewskim
Komentarze (6)
Ja wymiękłem tego dnia. Do pracy dojechałem autem z uwagi na dostawę i wczesne rozpoczęcie pracy. Nie lubię tak wcześniej wstawać, gdy mam pracować. Po pracy chciałem pokręcić, ale im więcej minut upływało od wyjścia z pracy, tym bardziej temperatura otoczenia mnie zniechęcała. Finalnie stwierdziłem, że nie będę się zajeżdżał na siłę i odpuściłem.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017