Śrem - Mosina - Poznań z Anią
Jednak dobrze wyszło, bo zwiedziliśmy tereny, którymi nigdy jeszcze nie jeździliśmy i kilka ciekawych miejscówek. Zaliczyliśmy Rogaliński Park Krajobrazowy i część Wielkopolskiego Parku Narodowego, choć w tego drugiego już się nie zagłębialiśmy - to temat na następny wypad.
Żeby jednak ten wpis dobrze się przeglądało, na początek wstawiam przybliżony zarys trasy na mapie:
Spotykam się o 9:00 z Anią w Swarzędzu i stąd ruszamy w trasę pełną przygód :-)

Ania zaczyna piaszczysty podjazd w okolicy wsi Mieczewo.

Ja jadę z przodu i wyglądam szlaku....

Po drodze, w miejscowości Kamionki, mijamy las słupów energetycznych o kolosalnych rozmiarach.
Zawitaliśmy w Śremie, gdzie na Rynku zrobiliśmy sobie przerwę, aby potem wyruszyć w dalszą drogę, już po drugiej stronie Warty. Śrem bardzo się nam podoba. Ciekawe miasto z urokliwym bulwarem przy królowej Wielkopolskich rzek.

Ania i Grigor w Śremie

Warta w Śremie

Ania nad śremskim bulwarem

Motorówka na Warcie w Śremie.
Jadąc dalej, bocznymi drogami ze Śremu do Mosiny podziwiamy ciekawe widoki doliny Warty, ale także 290 metrowy stalowy maszt RTCN Śrem, który robi naprawdę wielkie wrażenie z bliska.

Tam w dole płynie Warta, a bliżej falują sobie łany jęczmienia.

Zbliżamy się do masztu RTCN Śrem.

290 metrowy maszt RTCN Śrem.
W miejscowości Psarskie natykamy się na przepiękny pałac z 1867 roku w stylu neogotyckim, gdzie oczywiście robimy sobie pamiątkowe zdjęcie.

Pałac w Psarskiem
Jadąc dalej odwiedzamy kolejny ciekawy zabytek. W miejscowości Jaszkowo mieści się odrestaurowany pałac - hotel Antoniego Chłapowskiego, położony w pięknym parku.

Pałac w Jaszkowie.
Jesteśmy w Mosinie, w miasteczku słynnego "Eleganta" - któremu też zdjęcie zrobiłem :-) Ale zanim się tam dotarliśmy, musieliśmy przejechać Nadwarciańskim Szlakiem Rowerowym, gdzie nie zawsze było komfortowo, ze względu na ruchome piaski i lejący się z nieba żar i wiatr czołowy na odkrytych terenach :-)

Fragment NSR przez Rogaliński Park Krajobrazowy.

Gdzieniegdzie i taki koń jak Grigor musiał pchać maszynę - siły trzeba oszczędzać :-) Ania w tym momencie trzaskała mi zdjęcia.

Elegant z Mosiny
Kiedy na naszych licznikach wybiła magiczna liczba 100km. docieramy do właściwego celu naszej wycieczki - do szpitala w Ludwikowie, gdzie odwiedzamy babcię Ani, przebywającą na rehabilitacji. Tam kawka, ciasto majonezowe, miłe pogawędki i czas wracać przez Puszczykowo, Luboń do Poznania, w którym to wbijamy się na nową Wartostradę. Trzeba przyznać, że po wybudowaniu tej świetnej drogi rowerowej, tereny przy Warcie w Poznaniu odzyskały miano rekreacyjne dla mieszkańców tego miasta.

Wartostrada w dolnym, prawym rogu.

Piękna nawierzchnia na Wartostradzie.
Kończąc, pewnie Ania będzie narzekać, że dała ciała wybierając dziś trasę, że dupa bolała i różne takie.....Ale nie wie dziewczyna, jaką mi radość sprawiła (może nawet nieświadomie), kierując nas w te fyrtle - przecież jechaliśmy zupełnie nowymi drogami, a to sprawia nam największą radość w turystyce rowerowej - jest też jeden skutek tej wycieczki - maksymalny dystans tego roku dla mnie, a dla Ani ever :-)))) To pozostanie w pamięci. Dziękuję :-)
Ps. Dzisiejsza prędkość max została osiągnięta z pewnej górki z Ludwikowa w lesie, bez pedałowania. Po tej wycieczce nie obędzie się bez sudokremu :-))))




