Majówka z Anią czas start. Nasze rowerowe plany na weekend majowy od wielu już tygodni krążyły w okolicy Międzyzdrojów i nie zastanawiając się za wiele, wpakowałem dwa rowery do bagażnika mojego sedana i jazda nad morze. Po dojechaniu na miejsce, pogoda się stabilizowała tzn. przestawał padać deszcz i powolutku przebijać przez chmury zaczęło się Słońce. Po południu wsiedliśmy razem na nasze dwukołowe fury i zrobiliśmy sobie w słonecznej pogodzie mały rekonesans po Wolińskim Parku Narodowym.
Na początek pojeździliśmy po Międzyzdrojach szukając wjazdu do Wolińskiego Parku Narodowego. Udało się i po niedługiej chwili kręciliśmy po tamtejszych szlakach, podziwiając piękne bukowe lasy, jeziora i Bałtyk z kilku punktów widokowych. Przygotowania
Brama do Wolińskiego Parku Narodowego
Jezioro Czajcze - największe jezioro tego parku
z rowerem na plecach na Wzgórze Gosań - 93,4 m n.p.m.
Ania wolała pchać po schodach
Grigori na Wzgórzu Gosań
Widok na Bałtyk ze Wzgórza Gosań
kuter
Nasze fury na Kawczej Górze - 61 m n. p. m.
Gwiazda na alei w Międzyzdrojach :-}
Plaża w Międzyzdrojach
Na dziś tyle. Jutro będzie ciekawie :-) Pozdrowienia znad morza :-)
Komentarze (10)
Jelon - Po zdemontowaniu kół weszły jak nóż w masło. W moim sedanie jest kiepska powierzchnia załadunkowa, ale patent z 2 rowerami mam juz obcykany ;)
Tacy, to pożyją :P Korzystajcie póki możecie :) Ja weekend pracujący, ale co by nie było za lekko, to w środę jadę do Śremu zarżnąć się jeszcze bardziej :D
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017