Standardowo rano do pracy, a potem już po pracy - korzystając z przepięknej pogody pojechałem na wycieczkę z Anią i tatą w okolice doliny, przez którą płynie Cybina. To był piękny dzień, spędzony na rowerze z najbliższymi. Podaję link do wpisu Ani, ponieważ ja wykorzystałem już limit na zdjęcia w tym miesiącu, a poza tym Ania wstawiła przepiękne zdjęcia na swoim blogu - Kliknij tutaj .
Ja tylko jedno, pamiątkowe wstawię: Trzcinowisko w dolinie Cybiny wieczorem.
Komentarze (5)
A dla mnie to odkrycie nowego, ciekawego miejsca :) Fajnie, że mamy ich sporo w okolicy.
Wszystko wiem moi drodzy, jednak mimo limitu, wstawianie zdjęć bezpośrednio w edycji wpisu jest najwygodniejsze i zdjęcie nie traci na jakości, co w photobikestats ma miejsce niemal przy każdym zdjęciu - obraz automatycznie, strasznie się wyostrza i zwiększa kontrast, co mnie - miłośnika naturalności bardzo denerwuje i dlatego zaprzestałem dodawać zdjęcia przez tę stronę.
Jak mi się kończy limit to wstawiam przez http://photo.bikestats.eu/ , tam nie ma limitu i można wstawiać na bloga ile się chce. Ja mogę wstawić dziennie ponad 4 tys.zdjęć. Dziwne że ty stary bywalec na blogu o tym nie wiesz... ;) Pozdrawiam
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017