Skończyłem serwis mojego drugiego Felta, czyli tzw. zimówki. Pracy przy nim było od groma, ponieważ do wymiany poszły takie części jak: - mechanizm korbowy - wolnobieg - łańcuch ze spinką - linki i pancerze hamulców i przerzutek - klamkomanetki - siodełko - pedały - zaciski hamulców - kółka prowadzące tylnej przerzutki
Oczywiście do tego roweru zakładam części z niższej półki, a sama wymiana to pikuś przy posiadaniu odpowiednich narzędzi, jednak regulacja wszystkich układów to już wyższa szkoła jazdy, gdzie potrzebna jest wiedza i umiejętności, a ja nieskromnie powiem że je mam, dlatego też oprócz satysfakcji z własnoręcznego złożenia roweru, mam także sporo kasy w kieszeni - na tą konfigurację straciłem tylko 200zł.
To mam już rower gotowy do kolejnego zajechania go w błocie, śniegu, soli i Bóg wie czym jeszcze. Będę używał go także podczas dojazdów do pracy i takich tam niewymagających tras wokół komina. Dziś wsiadłem na niego i przejechałem się kontrolnie - jest malina! Wszystko pracuje i współgra bez najcichszego zgrzytnięcia. Jestem z siebie dumny :-)))
Na koniec niespodzianka dzisiejszego krótkiego wyjazdu. Natknąłem się przypadkowo na najsłynniejszego żeńskiego Kota na bikestats. Pogaworzyliśmy chwilę i nawet udało mi się zrobić koleżance zdjęcie. Oto Kot w różowych barwach. Pozdrower Marzena :-)
Komentarze (7)
Ja za serwis rowerowy chwalić będę Ciebie zawsze, bo na szczęście mam taryfę ulgową :)) Rower prezentuje się świetnie!
To jest fajne w zimówkach - robią się niemal za darmo, moja ciocia Lorella też już czeka na zimę, a osprzęt ma taki, że kiedyś bym taki chciał w rowerze podstawowym, hehe.
No i maszyna do ciężkich robót odnowiona. Ja ostatnio - przebywając na przymusowym odwyku od roweru - także składałem w garażu nowy "stary" rower na bazie ramy GT Avalanche.
Trollking - Marzenę spotkałem już kilka razy w trasie :-) A jeśli o serwis chodzi, to sprawia mi to przyjemność, dlatego to sobie sam robię. Marzena - Przekręcenie pół obrotu śruby w główce sterów i po bólu :-) A zdjęcie wydaje się robione w ciemności, ponieważ Twoja różowa kurtka zabsorbowała całe światło lampy błyskowej :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017