Po wczorajszej secie, wspólnie z Anią postanowiliśmy dać dziś nogom luz, dlatego dzisiejsza wycieczka przebiegała w spokojnym tempie, choć szczerze powiem że mnie te 6 dyszek troszkę zmęczyło. Ania natomiast ku mojemu wielkiemu zdziwieniu czuła się dużo lepiej ode mnie - ten kto wymyślił powiedzenie, iż kobiety to słaba płeć musiał sportu nie uprawiać :-) Koła naszych rowerów powiodły nas do Środy Wielkopolskiej, jednak........
.......Największą atrakcją dzisiejszej wycieczki nie była Środa Wlkp. - jakby mogło się wydawać. Niewątpliwie największy szok przeżyliśmy z Anią podczas powrotu, kiedy przed Pławcami, Ania zauważyła na polu niecodzienny widok. Ja na początku nie dowierzałem, ale po wyostrzeniu wzroku, aż się wystraszyłem. Naszym oczom ukazało się ogromne stado jeleni szlachetnych. Na moje oko mogło znajdować się tam kilkaset osobników i bez wątpienia jest to największe stado jeleni, jakie kiedykolwiek widziałem. Ten widok bardzo cieszy oko, jednak przypatrując się bliżej zachowaniu tego stada, można było odnieść wrażenie iż trochę jakby się miotały, drepcząc z miejsca na miejsce, chcąc przedostać się z pola, na którym się znajdowały na pole obok, które przedzielone jest w tym miejscu plątaniną różnych dróg, w tym i autostradą A2. Mam nadzieję, że jakoś już sobie poradziły.....
Oprócz tego zadziwiła na piękna droga rowerowa, położona dookoła Jeziora Średzkiego. Przejechaliśmy się po niej, witając w restauracji przy głównej plaży i pożywiając się sowicie serwowanymi tam daniami polskiej kuchni :-)
Oto trasa:
A oto inne atrakcje:
Dwór w Klonach. Opuszczony niestety.
Na gospodarstwie w Klonach można spotkać lamy.
Punkt widokowy :-)
lewitujący Grigori :-)
Drewniany kościół w Mącznikach z ok. 1700 roku.
Na ścieżce rowerowej dookoła Jeziora Średzkiego.
Ania & Grigori nad Jeziorem Średzkim
kościół kolegiacki w Środzie Wielkopolskiej
Rynek w Środzie Wielkopolskiej
Oto stado jeleni w całej okazałości. Spróbujcie je zliczyć :-)
W jeździe rowerem piękne jest to, że choćby zawsze jeździć tą samą drogą, zawsze dookoła dzieje się coś innego - będę to powtarzał do znudzenia :-)
Komentarze (8)
Trollking - Niestety już coraz mniej miejsca mają te piękne zwierzęta do życia. Przykre to.... Jarek - Racja :-) Nikt Cię tak nie zmotywuje jak druga połowa :-) Mr Jerry - Na żywo to zobaczyć, to jest szok, ale i strach lekki.... Remik - Tak - jelenie to raczej leśne zwierzęta. Sebek - Na dodatek powiem, że przed tym stadem 3 dziki przebiegły nam drogę. Może miały jakąś naradę?! Bobiko - Średzkie fyrtle zmieniły się przez ostatnie lata. Jest gdzie i wygodnie pojeździć. Maniek - No ok. Jak będzie kolejny potop to mogę wziąć na siebie zadanie Noego. Ania będzie liczyć zwierzynę, bo w tym już najlepszy nie jestem :-)
Takiego stada to nawet w TV nie widziałem. U Ciebie to ciekawsze są widoki niż w National Geographic ;) Niesamowite - skąd się tle tego wzięło w jednym miejscu.
Już u Twojej Ani podziwiałem te jelenie... genialne są! :)
Ciekawe co tam robiły... przecież powinny być blisko lasu... Przestraszyły się czegoś? Ostatnio w lesie widać więcej ludzi z piłami niż zwierząt, więc może to to?
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017