Mógłbym pisać o atrakcjach dzisiejszej wycieczki wiele, jednak zostawię to do obejrzenia w fotorelacji, a napiszę o głównym celu dzisiejszej wycieczki, do którego wyjechałem z Iwna z Anią. Otóż celem było spotkanie się i pojeżdżenie z gośćmi z Gniezna o wdzięcznych ksywach: Mr Jerry i Kubolsky :-))) Znamy się już kilka dobrych lat i na prawdę świetnie mi się z nimi jeździ. Spotkania z ziomalami z Gniezna są dla mnie wydarzeniem, na które wręcz się gotuję i nie ważne dokąd zmierzamy, jakie cele mamy przed sobą, czy pogoda jest dobra, czy zła - Ci goście samą swoją obecnością powodują taki przypływ pozytywnej energii, że można przejechać setkę bez żadnego przygotowania z uśmiechami na twarzach - to gwoli wstępu.
Podrzędnym celem mojej i Ani eskapady była dziś wieś Niechanowo, położona w połowie drogi z Gniezna do Witkowa. Dlaczego Niechanowo? A ponieważ nigdy tam nie byłem i Ania z resztą też, a znajduje się tam kilka atrakcji jak na przykład drewniany kościół z XVIII w., pałac w stylu klasycystycznym z 1785 roku oraz wznowiony ostatnio Browar Niechanowo. Dlatego już teraz z góry dziękuję Panu Jurkowi i Kubie, że postanowili zmienić swoje plany rowerowe na dziś i oprowadzić nas po terenach, które przejechali już z tysiąc razy - doceniamy to panowie i się zrewanżujemy jakąś wycieczką np. po Puszczy Zielonce :-)
Tak oto wyglądała trasa. Choć pewnie gdzieś się mogłem z lekka poje...ć :-)
A tutaj zdjęcia do podziwiania: Robię zdjęcie żurawiowi
Temu właśnie żurawiowi
Fałda na fałdzie
Jadą!!!!!
Jakie to jest kur....a milusie zwierzątko :-*************
tymczasem w Żydowie
Dwór w Żydowie w tle dość okazałego dębu.
sobie gadamy i gadamy :-)
Trumna w grobowcu na cmentarzu w Górowie.
Wspólne zdjęcie w Niechanowie
Dobudowana w XXw. część zabytkowego, drewnianego kościoła w Niechanowie.
Kościół w Niechanowie.
Pałac w Niechanowie
Browar Niechanowo
W drodze do......(Kuba jak zwykle w kadr się nie mieści)
Neogotycki pałac w Arcugowie
Wariacje w Arcugowie :-)
O pałac w Czerniejewie też oczywiście zahaczyliśmy.
Nie śmiej się Kuba :-)))))
Taki zachód słońca na koniec wycieczki.
A o zmierzchu sarny wyszły na żer......
Świetna wycieczka, mimo niesprzyjającej w większości pogody. Ile daje dobre towarzystwo w takich przypadkach, to jest nieocenione. Było super! Do następnego. Ps. Aniu? Jestem z Ciebie dumny!
Komentarze (12)
Monica - Aparat mam zawsze pod ręką i tyle :-) Rolnik - Zawsze będę chwalił producenta aparatów na "C" :-)
Grzegorzu być może już o to kiedyś pytałem. Obrabiasz jakoś swoje zdjęcia bo kolorystycznie są bardzo ładne/dopracowane? Pod browarem byłem już dwa razy. Za trzecim razem myślę, że uda mi się wejść do środka;-)
Aneta - Brawo, brawo.... Ania - No tak, tak - przecie od Anety tylko historyczne fakty można chłonąć :-) Kuba - i vice versa :-) Mr Jerry - Mam nadzieję, że następna wspólna wycieczka odbędzie się jak najszybciej. Sebek - Tak, to jest fragment serwisówki S5 w Wierzycach. Trollking - Dzięki men :-) Te fałdki to tylko tak z perspektywy sporego zoomu w aparacie wyglądają. Jak się jedzie tą drogą, to jest jakby zupełnie płasko. Gość - Bardzo mi miło za komentarz osoby spoza bs. Ps. o miss nic nie wiedziałem :-)
Niechanowo :) moja ukochana miejscowość w której mieszkam. Dla Ciekawostki w Arcugowskim parku istnieje Aleja Zakochanych, która hrabia Rzewuski pamięta... Posadził ja na dowód miłości swojej wybranki. Uwielbiam nią spacerować :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017